Zakładki:
Inne moje "rzeczy"
Inne rzeczy
Innych "rzeczy"
Książki
Możliwości i wzorce projektowe
Po godzinach
Rządzą... Gry
Zobacz mnie na GoldenLine
ThinkLab: moja firma

MOJE KSIĄŻKI - AUTOR

Użyteczność w praktyceM. Kasperski, A. Boguska-Torbicz Projektowanie stron WWW. Użyteczność w praktyce, Helion 2008.

Moja książkaM. Kasperski, Sztuczna Inteligencja, Helion 2003.

REDAKTOR MERYTORYCZNY

UmysłD. Casacuberta, Umysł. Czym jest i jak działa, Świat Książki 2007.

100 sposobów...T. Stafford, M. Webb, 100 sposobów na zgłębienie tajemnic umysłu, Onepress 2006.

Istota inteligencjiJ. Hawkins, S. Blakeslee, Istota inteligencji, Onepress 2005.

RSS
wtorek, 03 kwietnia 2012

Trzy drogi dojścia do niniejszego wpisu:

  1. Ostatnio widziałem się z bratem - sporo pracuje (rodzinne) i jeździ, więc rzadko mamy okazję się widzieć. Rozmawialiśmy o zmianach w otaczającej nas teraźniejszości. Wskazując iPada mówił, że jest zadowolony, że może czytać na nim 'Rzepę', ale zarazem jest niezadowolony, bo przerwanego artykułu nie może potem kontynuować na telefonie czy Kindle. Niby coś ma, ale sposób korzystania z tego był w jego opinii fatalny.
  2. Mam u siebie sporo aplikacji około książkowych, w tym gazetowych. Problem polega na tym, że porozrzucane na pulpicie tabletu. Zobaczmy na przykładzie Agory ile utrzymywanych jest aktualnie tytułów w formie oddzielnych aplikacji: Wyborcza.pl, Wysokie Obcasy Extra! oraz Wysokie Obcasy Extra 2, NEXT - Magazyn Przyszłości, Palce Lizać, Magazyn Książki, Duży Kadr. W sumie 5 różnych tytułów, nie licząc podwójnych Wysokich Obcasów oraz Dużego Kadru, która to aplikacja jest li tylko galerią zdjęć. Każdą aplikację trzeba utrzymywać, rozwijać, aktualizować tak, jakby nie można z tymi magazynami zrobić jednej aplikacji pt. KIOSK. Tym bardziej, że zważywszy na listę tytułów należących do Agory, ilość tych aplikacji - niestety! - może ulec zwiększeniu w najbliższym czasie.
  3. W lutym (więc stosunkowo niedawno) odpaliliśmy projekt radia z czytanymi książkami (audiobooki): radio nakanapie.fm. Projekt - jak na startupowe warunki ;) - toczył się dość długo, głównie z powodu rozciągniętych w czasie rozmów z partnerami, ALE, to co najważniejsze dla mnie od początku miał być projektem usługi, nie strony WWW. I projektowi temu chciałbym dzisiaj poświęcić kilka słów.

 

Radio nakanapie.fm jako usługa

  1. Na początku jedno było wiadome - chcę zrobić radio z audiobookami. Wydawało mi się z początku, że potrzebuję do tego człowieka (DJ-a) oraz serwer, który obsługiwałby strumień audio. Radio miało funkcjonować jak klasyczne radio, z godzinami nadawania audycji. Na tym etapie jeszcze w ogóle nie pojawiał się temat strony WWW.
  2. Po rozmowach wewnętrznych i kilku tygodniom zastanawia się, analizowania benchmarków, sprawdzania kosztów, myślenia o koncepcji radia z audycjami w konkretnych godzinach, w zasadzie cała ta koncepcja poszła do śmietnika. W jej miejsce pojawiła się inna: skoro internet to takie medium dostępne na życzenie, to radio też tak powinno funkcjonować. Dajmy słuchaczom program, ale jednocześnie 24h na możliwość odsłuchania tego, czego z tego programu chcą odsłuchać. Trochę taki twór klasycznego radia (program), a jednocześnie dostępnego na zamówienie (a'la filmy na YT). Na tym etapie jeszcze w ogóle nie pojawiał się temat strony WWW. Za to pojawiały się Excele z programem.
  3. Jednym z głównych wyznaczników radia było budowanie zasięgu. Stwierdziłem, że radio powinno być wszędzie tam, gdzie można je odebrać przy pomocy urządzeń podłączonych do internetu: na komputerze biurkowym, telefonie, tablecie. Celem było edukowanie użytkowników nt. produktu jakim jest w istocie audiobook oraz budowanie sprzedaży. Edukowanie poprzez możliwość odsłuchiwania audiobooka, z mojej perspektywy przypomina trochę dodawanie próbek kremów do czasopism. Jednak by w pełni wykorzystać tę drogę, radio zamknęliśmy w widget, by osoby mogły ten 'krem' umieszczać w swoich serwisach. Tu pojawiły się już pierwsze przebłyski strony WWW, ale... nie strony radia! Tylko stron, na których widget funkcjonował.
  4. Pierwsze co powstało przy okazji prac nad radiem nakanapie, to interfejs do personalizacji i zarządzania widgetem oraz sam widok widgetu. W zasadzie to jest istotą radia, wszystko inne to wisienka. Przy pracach deweloperskich była także istotna wytyczna: widget ma tak samo dobrze funkcjonować na jak największej liczbie urządzeń, w tym player (najczęściej oparty na Flashu), ma funkcjonować na iPhonie tak, by osoby stojące w korku mogły słuchać książek przez telefon bądź ich dzieci nudzące się na tylnim siedzeniu. Wszystko inne to... wisienka.
  5. Zauważ, że nie zrobiliśmy aplikacji na... iPhone'a, iPada, Google Android, etc. Zrobiliśmy usługę z jasnymi wytycznymi dotyczącej standardów oraz uniwersalności. USŁUGA radia po prostu miała działać i tyle.
  6. Przy okazji radia powstały takie elementy jak:
    • interfejs do personalizacji i zarządzania widgetem
    • widget, który prezentuje program na dziś, daje możliwość odsłuchania audycji i przekierowuje ruch na sprzedaż oraz do strony radia + daje możliwość embedowania na własnej stronie WWW
    • interfejs do zarządzania audycjami oraz... emisją reklam (tak, mamy taki moduł, bo wiedziałem, że skoro radio będzie widgetem bazującym na zasięgu, to ten zasięg kiedyś może się nam przydać z perspektywy reklamowej); interfejs ten także daje możliwość zarządzania programem partnerskim (zresztą jak podstawowy interfejs do personalizacji widgetu dla użytkownika też ma opcje do PP, tyle że aktualnie wyłączone)
    • strona wraz z odpowiednim frontentem na: 1) komputer biurkowy oraz 2) telefony.
  7. Dodatkowo - bo chcieliśmy to zrobić naprawdę dobrze - istotne stały się także wytyczne dotyczące dostępności, ze względu na fakt, że przecież radio z audiobookami to świetna okazja dla osób niewidomych i niedowidzących, na kontakt z książką. I cieszy mnie w tym zakresie ostateczna opinia zewnętrznej firmy audytującej: "Serwis radio.nakanapie.pl, prawdopodobnie jako jeden z pierwszych w Polsce, w wysokim stopniu wdrożył rekomendowaną przez Akces Lab technikę częściowego ukrywania treści linków i przycisków, która korzysta z własności "clip" kaskadowych arkuszy stylów (CSS). (...) Książka mówiona ułatwia im zmagania się z niepełnosprawnością, a często także z samotnością. Z tym większym zadowoleniem i uznaniem możemy stwierdzić że działanie serwisu radio.nakanapie.pl wpisuje się w społeczną odpowiedzialność biznesu.
    Rekomendujemy ten serwis jako wyjątkowy przykład nowoczesnej technologicznie i wizualnie realizacji, która nie stwarza barier dla osób niepełnosprawnych, seniorów, czy mniej doświadczonych użytkowników komputerów."
  8. Tyle w ramach projektu... usługi.

Na [prawie] koniec kilka liczb, bo pewnie część z czytelników na to czeka. Po m-cu funkcjonowania radia styczność z nim miało blisko 150 tys. Unikalnych Użytkowników, którzy wygenerowali ponad 0,5 mln odsłon. Współczynnik powrotów kształtował się na poziomie 26%. Odwiedzin z poziomu telefonów i tabletów w tym czasie było w granicach stu dziennie. Królował iPad i iPhone, potem modele SonyEricsson z serii Xperia oraz Samsungi z serii Galaxy, i reszta.

Na koniec, ze swojej strony dziękuję wszystkim, którzy uczestniczyli w projekcie, zarówno po stronie wykonawców, jak i zewnętrznych Partnerów. W tym m.in. Przemkowi, firmom: dook.pl, dabhand.pl, AkcesLab oraz wydawcom, których audiobooki emitowane są w radiu. Dzięki!

13:06, marekkasperski
Link Komentarze (5) »
niedziela, 19 lutego 2012

Zwiększająca się liczba urządzeń i form, w ramach których konsumujemy Internet, wymusza na właścicielach strategię rozproszenia kanałów dystrybucji własnych treści - widać to m.in. po zabiegach w stylu kanały RSS, strony startowe, aplikacja via urządzenia mobilne (iPhone, iPad, Android) oraz mobilne strony.

To, że wydawcy - zwłaszcza Ci duzi - zdecydowali się na wklejki Facebook w swoich serwisach, wcale nie ma na celu karmienie Facebooka ruchem z serwisów, ani ślepe podążanie za modą. To sposób na przyciągnięcie większej ilości użytkowników na strony artykułów poprzez dystrybucję treści w ramach funkcji Share i Lubię to (w sumie to już jedno i to samo).

W dobie gdy duzi graczce na naszym rynku - jak Nokaut czy Ceneo - odkryli, że nie są nietykalni, i że Google z dnia na dzień może zakręcić kurek z ruchem w ich serwisach, Ceneo wypuściło szybko wklejki w celu dystrybucji treści w zewnętrznych serwisach i łapaniem ruchu rozproszonego, na indywidualnych stronach i blogach. To strategia dywersyfikacji źródeł pozyskiwania ruchu, a jednocześnie strategia zagospodarowywania nowych kanałów dystrybucji treści.

W tej materii jest jeszcze wiele do zrobienia i raczej to, co obserwujemy teraz, to są zaledwie pierwsze promienie.

Są i inne przykłady, jak:

  • wtyczki do przeglądarek, np. z eksperymentu Gazeta.pl (coś szybko po premierze cicho się o tym zrobiło)
  • funkcje dużych serwisach społecznościowych, jak w Google+ funkcja Sparks, pozwalająca otrzymywać informacje (newsy) zgodne z naszymi preferencjami
  • duży projekt od Microsoft so.cl, który mam przyjemność testować dla Microsoftu, w sporej mierze bazuje a funkcjach wyszukiwania informacji i ich oceny merytorycznej + wykopywania wyników wyszukiwania przez znajomych, na zadane pytania
  • itd.

Są też miejsca, gdzie wydaje się, że historia zatoczyła koło - myślę tutaj o czytnikach, gdzie znowu otrzymamy złożone gazety, ale przystosowane do ekosystemu czytników (Kindle, iPad i inne tablety).

To też pokazuje - jak mi się zdaje - pewnie trend, w którym podążą sieć: po pierwsze - myślenie zorientowane na SZEROKO pojętą dystrybucję treści, a nie tworzenie serwisów WWW (może się okazać, że domeny internetowe będą miały coraz mniejsze znaczenie, a ważniejszy będzie po prostu zasięg - oczywiście domeny wciąż będa istotne ze względu na znajomość marki, ale użytkownicy będą konsumowali treści nie per domena, a per kanały zewnętrzne); po drugie, myślenie w ramach produktów ZINTEGROWANYCH - jak został stworzony Kindle, o którym Bezos się wypowiada: "Kindle Fire nie jest zwykłym tabletem. To usługa." i ma rację (tak też podszedłem do tematu radia nakanapie.fm z książkami czytanymi - audiobooki - które niedawno odpaliliśmy, gdzie wyszedłem z założenia, że robimy radio jako usługę, a nie stronę WWW, na której będzie można posłuchać radia).

Piszę tu o tym, bo mam wrażenie, że następuje ważna zmiana w Internecie - ważna zmiana w sposobie, w którym projektanci i właściciele produktów internetowych powinni zmienić sposób myślenia o tym, co robią i sposób myślenia o tym, czego oczekiwać od produktu.

Jestem ciekawy Waszych przemyśleń w tej kwestii, najlepiej popartych linkami do artykułów pokazującymi realizacje takich strategii nowych form dystrybucji treści; najlepiej ze statystykami, przewidywaniami, etc.

Po prostu bądźmy przygotowani, bo IDZIE NOWE.

 

***

Mile widziane komentarze, dystrybucja artykułu przez funkcję 'Lubię to' i dyskusja na GoldenLine.pl.

13:12, marekkasperski
Link Komentarze (2) »
piątek, 27 stycznia 2012
środa, 25 stycznia 2012

Tytuł to parafraza tego, o czym napisał Andy Budd na swoim blogu, opisując dość istotny element naszej pracy - czyli wycenę. Artykuł Andy'ego jest na tyle zwarty, że nie widzę sensu 'pisania go na nowo' (polecam przeczytać), aczkolwiek moim zdaniem wymaga jednego, dość istotnego uzupełnienia.

 

1. Andy - w skrócie - napisał artykuł o kupowaniu kompetencji projektowych na rynku, gdzie odniósł się do kwestii wyceny prac jako kluczowego, bądź nawet jedynego, kryterium, którym kieruje się klient. Przy tej okazji ukuł całkiem zgrabne porównanie:

"As humans we don’t carry around a constant notion of value in our heads. Especially not for something we’re inexperienced at purchasing. Instead we take input from our surroundings and make a decision from the range of options availible. So if you’re an inexperienced wine drinker, you walk into the shop, take a look at the different shelves and map your purchasing decisions on to the range of prices available, some perceived notion of quality (often the design of the bottle) and the occasion you’re purchasing for (do I want a cheap wine to take to a party, a mid priced wine a a gift for a friend or an expensive one for a special occasion)."

1.1. Kierowanie sie kryterium ceny podsumowuje:

"Clients have the money, but they don’t have the expertise."

2. Ostatnio znajoma opowiadała mi - z perspektywy klienta - o rynku użyteczności (tak go umownie nazwijmy) w PL. Opowiadała o tym, jak potrzebowała wsparcia ludzi znających się na usability - wsparcia zarówno dorywczego, jak i pracowników na etat. Wydała ileś-tam-$ na ekspertyzy, które otrzymała i... w których nie znalazła żadnych rekomendacji, tylko spis opisujący subiektywne wrażenia z oglądu danego systemu.

Ciekawe w kontekście wpisu Andy'ego jest to, że podsumowała tą opowieść stwierdzeniem: "Nie ukrywam, że kierowałam się przy wyborze ceną. Jednak chociaż wydałam znacznie mniej, niż by to miało miejsce gdybym zatrudniła sprawdzone osoby, w sumie nic za to nie otrzymałam."

3. Od czasu do czasu otrzymuję zapytania w związku z przeprowadzeniem szkolenia/warsztatu dla klienta, który to warsztat/szkolenie miałby na celu dostarczenie kompetencji w zakresie opiniowania przesłanych przez dostawców (czy to zewnętrznych, czy też wewnętrznych) projektów.

Oznacza to jedno: klient zdaje sobie sprawę (duży plus!), że brak mu wewnętrznie wiedzy.

4. Pisałem też ostatnio o rekrutacji w UX. W pierwotnej - nieopublikowanej - wersji tego wpisu poruszyłem również kwestię roli i zakresu obowiązków, jakie zatrudnione na stanowisku projektanta osoby powinny mieć. W skrócie chodziło mi o to, że czasem spotykam się z sytuacjami, w których w firmach powstają takie osobne wyspecjalizowane działy (niekiedy złożone z pracowników z innych działów), gdzie w sumie nie wiadomo czego teraz od działu projektowego powinno się wymagać i czym powinni się zajmować poszczególne osoby w dziale.

Może dla niektórych to brzmi dość abstrakcyjnie, ale zapewniam, że w cale nie jest to rzadką praktyką.

4.1. Czasem punkt 4 związany jest z punktem 3.

 

Podsumowanie

Historie z punktów 1-4 łączą się ze sobą w dość istotny sposób. Na każdym szczeblu te historie związane są z brakiem wiedzy bądź przepływu wiedzy: czy to w przypadku wyboru dostawcy (historie nr 1-2), opiniowania jakości wykonanych prac (historia nr 3), w końcu kompetencji wewnętrznych firmy (historia nr 4).

Jakiś czas temu - rok-dwa lata temu - myślałem o założeniu szkoły, której celem byłoby dostarczać m.in. takich kompetencji. Rozmawiałem nawet z kilkoma znajomymi na ten temat i okazało się, że jest zapotrzebowanie; znalazłem też kilku zawodowców, którzy wyrazili chęć wzięcia udziału w tej inicjatywie w roli prowadzących zajęcia (często to ludzie z ugruntowaną wiedzą oraz wielo-(kilkunasto)-letnim doświadczeniem. Wtedy nic z tego nie wyszło, z różnych powodów nie ciągnąłem tematu dalej. Teraz znów zaczynam się zastanawiać...

Jeśli - Czytelniku - uważasz, że to byłoby coś, co by Ciebie zainteresowało, daj znać - w komentarzu, pisząc do mnie na e-mail. Może pora powrócić do tego pomysłu i przekuć go w realizację.

13:28, marekkasperski
Link Komentarze (12) »
środa, 11 stycznia 2012

Rynek użyteczności, czy też UX, jest dość ciekawy w Polsce, bo wciąż jest bardzo duże zapotrzebowanie na osoby projektujące. Ja co rusz, spotykając się z moim znajomymi czy też klientami, jestem pytany o polecenie kogoś do pracy. Czasem też o rady jak wybrać odpowiednią osobę. Stąd ten wpis.

Rekrutowałem. A rekrutacja u mnie wyglądała tak:

  • W pierwszym kontakcie nie spotykałem się z kandydatami, wolałem porozmawiać z nimi telefonicznie. Dla mnie to ważne, by w pierwszym kontakcie móc skupić się na aspektach merytorycznych, a nie na tym jak kto wygląda i jak się zachowuje (wciąż powtarzam, że jak dla mnie, to po drugiej stronie może być pies, ważne by robił to, co ma robić ;). Oni nie musieli wydawać $ na dojazdy. Oczywiście, dopasowanie do zespołu, firmy jest ważne, ale nie w tym momencie.
  • Przez telefon, po krótkiej wymianie uprzejmości, z kandydatem rozmawiałem o stronach WWW (robiliśmy przede wszystkim strony). Prosiłem by otworzył daną stronę u siebie w przeglądarce (np. Amazon.com), bądź dwie strony, kiedy chodziło o porównanie (np. Amazon.com i Merlin.pl), i rozmawiałem z nim o tym, co widzi (np. wyszukiwarka w Amazon.com vs wyszukiwarka w Merlin.pl). Co ciekawe, pomimo tego, że te dwie wyszukiwarki w swojej konstrukcji różnią się od siebie dość zasadniczo, już tutaj bywało ciężko.
  • W przypadku gdy w czasie rozmowy wychodziło, że kandydat rokuje, prosiłem o wykonanie i przesłanie zadania projektowego. Zadanie przeważnie było to samo: proszę o projekt logowania do serwisu. To zadanie jest dość ogólne - wystarczająco ogólne by dać pewną swobodę - a zarazem dość konkretne - wystarczająco konkretne, by wiedzieć co jest wymagane od kandydata. Ważne przy tym było umówienie się na termin oddania - nie tylko dzień, ale także godzinę. W zasadzie do tej pory to zadanie czeka na rozwiązanie ;) Ale, otrzymywałem całkiem interesujące projekty, które mi pokazywały sposób myślenia osoby projektującej.
  • Po tak wykonanym zadaniu zapraszałem na rozmowę (bądź nie zapraszałem). Prosiłem do tego najczęściej by osoby, które miały już jakieś doświadczenie przyniosły ze sobą projekty do pokazania tak, byśmy mogli na ich temat porozmawiać. Osoby, które były całkiem początkujące, tj. nie miały żadnego doświadczenia za sobą, prosiłem by przyszły z projektem logowania i zechciały go omówić.

Tak to wyglądało od strony procesu rekrutacyjnego. Po takiej rundzie już wiedziałem czy chcę zatrudnić daną osobę, czy też nie.

Na co zwracałem uwagę? Co było dla mnie ważne? Czy kandydat myśli w odpowiedni sposób. Czy potrafi rozwiązywać dany problem projektowy. Czy dostrzega różnice - nawet jeśli na poziomie szczegółów - w konkretnych rozwiązaniach (jak te wyszukiwarki: Amazon.com i Merlin.pl) i czy potrafi postawić sobie pytanie "dlaczego tak, a nie inaczej?" i próbować szukać na nie odpowiedzi.

W przypadku ostatniego etapu najtrudniejszymi pytaniami okazywały się zawsze te wydawałoby się najprostsze: "dlaczego to zrobiłe(a)ś tak, a nie inaczej?", "dlaczego w tym miejscu jest to?", "co to będzie robiło w serwisie?" itp. Czyli pytania mające na celu uzyskanie odpowiedzi nt. użycia danego rozwiązania w chwili, gdy to będzie już żyło w wyniku wdrożenia.

Stąd powtarzam jak mantrę, że projektowanie to przede wszystkim sztuka myślenia.

21:32, marekkasperski
Link Komentarze (7) »
środa, 14 grudnia 2011

W chwili natchnienia zrobiłem, ale z dobrą wróżbą na przyszły rok.

Monetyzuj!

Oryginał przerobionego zdjęcia - tutaj.

17:47, marekkasperski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 listopada 2011

Przewidywanie jest trudne, zwłaszcza jeśli dotyczy przyszłości” - Niels Bohr

To będzie krótka seria wpisów (chociaż zdaję sobie sprawę, że na poruszane tematy można by napisać książkę, i to pewnie nie jedną). Ta seria to takie drogowskazy, wskazujące kierunki, w których będą podążały w najbliższym czasie prace największych graczy na rynku (Apple, Amazon, Facebook, Google i Microsoft - ten ostatni dzięki kilku strategicznym zabiegom z ostatnich lat), a za nimi - reszta rynku. I to też tylko wybrane tematy, choć mam wrażenie, że pokazujące główny nurt.

Zacznijmy jednak od początku. Po pierwsze...

***

TV internetowa



Do tej pory nikomu się nie udało! A historia jest dłuuuga:

  • 1972 rok: kilku japońskich wizjonerów zdefiniowało telewizję przyszłości, której wyznacznikiem miał być obraz wysokiej jakości (High Definition TV, w skrócie HDTV). Japonia przeznaczyła na to odpowiedni budżet i 18 lat pracy inżynierów.
  • 1992 rok: rynek konsumpcji mediów w USA wyraźnie zaczął potrzebować cyfryzacji analogowej TV. Dzięki doradcom – m.in. Nicolasowi Negroponte (zob. „Cyfrowe życie”) – urzędnicy postanowili nie przyznawać dotacji na rozwój HDTV, a na cyfryzację.
  • Zaczyna wchodzić w życie projekt telewizora-komputera, zdefiniowany jeszcze… w PARC Xerox (tam, gdzie stworzono GUI oraz myszkę komputerową). Przy sporej ilości producentów telewizorów oraz dostawców treści na przyszłe telewizory-komputery, pojawia się problem standaryzacji sposobów ich dostarczania. Problem ten ma rozwiązać przystawka do telewizorów – set-top box. Przystawka ta miała m.in. na celu dostarczanie treści internetowych na ekran TV. W tym czasie czołowe firmy technologiczne – Microsoft, Silicon Graphics, Intel, IBM, Apple, DEC i HP, wietrząc przyszłe zyski, podpisują umowy z czołowymi operatorami telewizji kablowej w Stanach.
  • Dostarczanie treści WWW na ekrany komputerów nie jest jednak przyjęte zbyt optymistycznie przez konsumentów. Są próby standaryzacji, jak np. sławetna przeglądarka internetowa WebTV (część projektu msntv), do optymalizacji pod którą namawiał nawet w swoim czasie Mark Pearrow („Funkcjonalność stron internetowych”), ale ludzie nie chcą czytać stron WWW z ekranów telewizorów, a technologia w tamtym czasie nie pozwala jeszcze na wyświetlanie bardziej zaawansowanych technologicznie treści. Projekt zakończył się konsumenckim fiaskiem – ludzie zamiast oglądać strony WWW na telewizorze, woleli oglądać telewizję na ekranach swoich komputerów.
  • We wrześniu 2006 roku do gry wkracza Apple, ze swoją przystawką Apple TV. Mamy rok 2011, a projekt telewizora-komputera wciąż nie odniósł sukcesu. Jednak na horyzoncie pojawili się nowi gracze: Netflix oraz Hulu i to oni mogą zacząć rozdawać karty. Widać też, że Google nie chce stać obok tych zmian, stąd porządki w ramach platformy YouTube (zob. nowe strony zagregowanych treści) oraz podpisywane umowy z dostawcami legalnych treści, co posłuży do dystrybucji i sprzedaży legalnych treści (Vevo).

A co poszło nie tak? Ten kilkudziesięcioletni obraz pokazuje, że do tej pory za bardzo skupiano się na technologii – sposobie dostarczania treści (hardware – przystawka, software – Web TV) – a zapomniano o najważniejszym – treściach!

Ta sama nauczka czeka tych, którzy dzisiaj próbują sprzedawać e-czytniki, nie dostarczając na nie treści!

Co nas czeka, gdy w końcu projekt TV-komputera odniesie sukces? Projektanci interfejsów i sposobów dostarczania treści na ekrany TV będą mieli ręce pełne roboty. Gdy na początku drogi projektowało się na desktop, od niedawna dla mobile (WAP > telefony komórkowe z kolorowym wyświetlaczem > smartphony > w końcu, tablety), teraz przyjdzie czas na projektowanie pod TV.

Przy okazji może okazać się, że historia znów zatacza koło, i proste gierki, w które graliśmy najpierw na Commodore, a potem na telefonach, będą znów mogły święcić triumfy na ekranach TV. A na nasze ekrany będą dostarczane albo z poziomów sklepów przyklejonych do fizycznych produktów, jak Microsoft Xbox, bądź Playstation, albo z poziomu softwarowych rozwiązań, jak iTunes, i przyklejony do nich Apple TV. Wtedy iOS pokryje wszystko i stanie się uniwersalnym systemem (komputery, odtwarzacze muzyki, telefony, tablety, TV, …).

I jak w przypadku TV internetowej mają się główni gracze?

  • Microsoft ma za sobą bagaż doświadczeń, związany z rozwojem własnej platformy; ma też Xboxa, który może kiedyś posłużyć za rodzaj przystawki, albo przynajmniej sklep z aplikacjami. Xbox zresztą wspomagany jest przez Netflix (zresztą jak Apple TV i poniekąd Google TV, przez wsparcie dla sprzętu Sony, który odbiera GTV).
  • Apple zdynamizował w ostatnim czasie swoje działania i możliwe, że po sukcesie w sprzedaży muzyki, jest wstanie przekonać branże telewizyjną by się do niego przyłączyła w rewolucji telewizyjnej. Ma iOS - moim zdaniem największe dobro - i hardwarowe rozwiązanie - przystawkę Apple TV.
  • Amazon - prócz doświadczeń sprzedażowych z własnego sklepu, w tym świetnego silnika rekomendacji, ma IMDb (wraz z należącym do niego Box Office Mojo) i doświadczenie w wykorzystywaniu danych o preferencjach w sprzedaży (coś, co ciągle brakuje Apple, a czego - mimo podejmowanych prób (muzyka i Ping) - nie potrafią zrobić. Amazon w tym roku dokonał też interesujących akwizycji: LoveFilm.com oraz... agencję wyspecjalizowaną w projektowaniu telewizji interaktywnej, Pushbuttom!
  • Facebook - akurat w tej batalii ma najmniej - użytkowników wraz z ich preferencjami. Ale jak pokazuje historia (konkretnie banchmark serwisu społecznościowego PlanetAll zakupionego w 1998 roku przez Amazon w celu budowy systemu targetowanej sprzedaży) jest to całkiem dużo. Coś, co w przypadku braterstwa z Microsoft, może stać się kamieniem milowym. Poza tym Facebook wciąż nie powiedział ostatniego słowa i jak do tej pory nie jest zbyt aktywny w akwizycjach, co po wejściu na giełdę (bądź tuż przed) może się zmienić.
  • Google - ma już swoją platformę Google TV, wzmacnianą też przez inne elementy jak przede wszystkim: Android + YouTube, a w jakieś niedalekiej przyszłości także App Store, i przy sprzyjających wiatrach - dostęp do użytkowników i ich preferencji dzięki Google +. Google TV programowo także korzysta z Netflix.
09:36, marekkasperski
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26