Zakładki:
Inne moje "rzeczy"
Inne rzeczy
Innych "rzeczy"
Książki
Możliwości i wzorce projektowe
Po godzinach
Rządzą... Gry
Zobacz mnie na GoldenLine
ThinkLab: moja firma

MOJE KSIĄŻKI - AUTOR

Użyteczność w praktyceM. Kasperski, A. Boguska-Torbicz Projektowanie stron WWW. Użyteczność w praktyce, Helion 2008.

Moja książkaM. Kasperski, Sztuczna Inteligencja, Helion 2003.

REDAKTOR MERYTORYCZNY

UmysłD. Casacuberta, Umysł. Czym jest i jak działa, Świat Książki 2007.

100 sposobów...T. Stafford, M. Webb, 100 sposobów na zgłębienie tajemnic umysłu, Onepress 2006.

Istota inteligencjiJ. Hawkins, S. Blakeslee, Istota inteligencji, Onepress 2005.

RSS
wtorek, 11 sierpnia 2015

Kiedy jakieś 10 lat temu pracowałem profesjonalnie (tj. miałem stanowisko odpowiednie, obowiązki, które jasno określały co robię będąc na tym stanowisku i przypisaną pensję, którą brałem właśnie za te obowiązki), miałem jakieś poczucie, że to co robię zajmując się projektowaniem produktów internetowych ma sens i jest ważne. Ważne tak po prostu, humanistycznie. Zachodziła widoczna jakościowa zmiana w podchodzeniu do rozwoju produktów, użytkownicy w końcu mogli używać narzędzi, które wcześniej były dużo mniej ogarnialne, tworzyły się (tworzyliśmy!) pewne standardy, a rynek agencji interaktywnych w końcu zrozumiał, że sprzedaż wizji na wyświetlanej rzutnikiem prezentacji w Powerpoint odchodzi do lamusa.

Dzisiaj jak patrzę na rozwój UX, głównie rzecz jasna po efektach prac osób związanych z tym rynkiem, to widzę dwa dominujące trendy. Oto co widzę.

 

UX Sexybility

Każda strona (sorry, SAJT) ma być teraz SEXY. Czym więcej bardziej huczy, mruczy, buczy i fruwa, tym ponoć SEXY jest bardziej.

Ten rodzaj UX w oczywisty sposób związany jest najczęściej z rynkiem agencji interaktywnych, gdzie zamieniono Powerpointa na interaktywne prototypy i gdzie UX-owcy to mieszanka grafika z frontentowcem.

Nikt nie pyta o efektywność tych działań, a w benchmarkach trudno znaleźć duże klasyczne serwisy, na których (o dziwo!) projektanci nie stosują efekciarstwa. Nie stosują, bo rozumieją różnicę między efekciarstwem i efektywnością. No ale kto by się tym przejmował, efekt Wow i sexybility muszą być, a przecież TE Duże sexy nie są.

Ta zmiana to efekt złego odczytania manifestu UX, który de facto napisany nigdy nie został, ale którego przesłanie jasne jest od początku: zadaniem projektanta jest doprowadzenie systemu do takiego stanu, by kontakt użytkownika z systemem wywołał u użytkownika pozytywne reakcje. NIE neutralne, co było wartością na początku rozwoju usability, a wcześniej po prostu w psychologii i ergonomii rozwoju systemów komputerowych, a pozytywne właśnie. Najlepiej z pogranicza oglądania filmików o kotkach (to zawsze dobry wskaźnik).

 

Usability Haj$bility

To drugi trend, który obserwuję w sieci. Jak sexybility zwykle jest pochodną prac w ramach agencji interaktywnych i podmiotów związanych głównie z rynkiem reklamy, tak hajsbility obserwuję głównie w obszarze prac prowadzonych przy rozwoju produktów zarabiających na co dzień ze swego e-istnienia, głównie w obrębie portali i wortali.

W tym wymiarze głównym zadaniem projektantów jest tworzenie rozwiązań mających na celu maksymalizację zysku (a przynajmniej przychodu) z wprowadzanych nowych rozwiązań w obrębie produktu cyfrowego. Głównym wskaźnikiem rozwoju produktu stał się parametr hajsu, jaki generowany jest przed zmianą vs hajsu, który generowany jest po wprowadzenia zmiany. Poziom osiąganego hajsu mówi nam zatem o poziomie rozwoju produktu, no i oczywiście o dobrze wykonanej pracy projektanta, przepraszam, specjalisty ds. hajsbility.

Jak swoją pracę w ramach hajsbility można wykonywać dobrze? Kilka przykładów przy fakcie, że strona główna portali to wciąż najważniejszy produkt z perspektywy ilości hajsu na pixel kwadratowy:

  • jeśli w obrębie konstelacji portalu (a więc i wortali i innych bytów utrzymywanych przez właściciela-wydawcę) pojawiają się błędy 404, poinformuj o tym i szybko przeładuj automatycznie stronę z przekierowaniem na główną portalu. Najlepiej zrób to samo w przypadku innych błędów;
  • jeśli użytkownik czyta artykuł - ogląda galerię - podzieloną na osobne podstrony generujące dodatkowe odsłony - w myśl hajsbility w ramach ostatniego kliknięcia przekieruj go na stronę główną portalu;
  • jeśli dany produkt utrzymywany w ramach właściciela-wydawcy jest w danym momencie niedostępny dla użytkownika (np. trwają prace w obrębie utrzymania serwerów pocztowych), oczywiście przekieruj cały ruch z subdomeny produktu na... tak, tak, stronę główną portalu;
  • jeśli użytkownik klika na link danego artykułu, zainteresowany przeczytaniem jego treści, najlepiej zapodaj mu dodatkową stronę-pośrednią, która jest zmodyfikowaną wersją strony głównej portalu, w głównej domenie i z wmontowaną dużą zapowiedzią tego samego artykułu i linkiem do niego;
  • itd. itp.

Użytkownik jakoś sobie poradzi. Reklamodawca jakoś pogodzi się z przepalanym budżetem. Ale najważniejsze, że w Gemiusie będzie to ładnie wyglądało.

Sie wie, sie robi. A na koniec dnia zawsze można wystawić sobie laurkę.

12:17, marekkasperski
Link Dodaj komentarz »