Zakładki:
Inne moje "rzeczy"
Inne rzeczy
Innych "rzeczy"
Książki
Możliwości i wzorce projektowe
Po godzinach
Rządzą... Gry
Zobacz mnie na GoldenLine
ThinkLab: moja firma

MOJE KSIĄŻKI - AUTOR

Użyteczność w praktyceM. Kasperski, A. Boguska-Torbicz Projektowanie stron WWW. Użyteczność w praktyce, Helion 2008.

Moja książkaM. Kasperski, Sztuczna Inteligencja, Helion 2003.

REDAKTOR MERYTORYCZNY

UmysłD. Casacuberta, Umysł. Czym jest i jak działa, Świat Książki 2007.

100 sposobów...T. Stafford, M. Webb, 100 sposobów na zgłębienie tajemnic umysłu, Onepress 2006.

Istota inteligencjiJ. Hawkins, S. Blakeslee, Istota inteligencji, Onepress 2005.

RSS
wtorek, 24 lutego 2009

Jak to zwykle bywa - diabeł tkwi w szczegółach...

 

Przypadek 1. To tak naprawdę punkt wyjścia - faktyczny wygląd interfejsu w ramach programu, nad którym pracuję w ramach audytu dla klienta. Przyjrzyjmy mu się.

Z pozoru wszystko ok. - skoro okienko jest elementem większej całości i występuje w którymś z kroków, to powinno być Wstecz (i jest). Jest też Dalej - ale nieaktywne; zapewne będzie aktywne jak użytkownik wybierze w ramach pól wyboru (dropdown), którąś z opcji. Jest też w końcu Anuluj pełniący tę samą rolę pod względem akcji co krzyżyk Zamknij znajdujący się w prawym górnym rogu.

No tak, ale tyle opcji do wyboru, interfejs wydaje się być dosyć skomplikowany i funkcje dublujące się (Anuluj vs Zamknij / Nie akceptuję warunków umowy). Sporo tego i nie wszystko jasne (jaki komunikat wyświetlić jeśli użytkownik nie zgodzi się na akceptację warunków? Czy taki sam pod względem treści jak naciśnie Anuluj? A co mu daje Wstecz? Mógł wybrać we wcześniejszym kroku coś innego tak, by móc uniknąć potrzeby akceptacji warunków umowy? Raczej nie bardzo.

Interfejs instalatora: Umowa licencyjna.

 

Przypadek 2. Wystarczy pozbyć się jednego przycisku - w tym wypadku Anuluj - by okienko zyskało już na przejrzystości. W dodatku funkcja Anuluj zaburzała czytelność flow i tego, co w danym momencie wymaga się od użytkownika: ma albo ZAAKCEPTOWAĆ umowę, albo jej NIE ZAAKCEPTOWAĆ.

Interfejs instalatora: Umowa licencyjna.

 

Przypadek 3. Tutaj kwestię dublujących się funkcji rozwiązano na inny sposób. Zamiast wyboru w ramach dropdownów, zastosowano checkbox. Można też (ale nie wiadomo po co tak naprawdę) zastosować funkcję z instalatora Open Office: dopiero po zjechaniu suwakiem na sam dół checkbox będzie możliwy do zaznaczenia. Chociaż - jeszcze raz to podkreślę - z punktu widzenia użytkownika nie ma to żadnego uzasadnienia: jeśli użytkownik będzie chciał przeczytać umowę, to ją przeczyta, jeśli nie - to żadne suwaki, które trzeba przesunąć na sam dół tego nie zmienią. Po co komplikować to, co i tak już nie jest proste.

Interfejs instalatora: Umowa licencyjna.

 

Przypadek 4. Okienko Umowy licencyjnej uproszczone do granic. Mamy tylko dwa przyciski: Akceptacji bądź Odrzucenia umowy. Przypadek odpowiadający faktycznym czynnościom, jakie są wymagane od użytkownika - może się albo zgodzić, albo nie zgodzić na warunki umowy. Żadne Wstecz i inne kombinacje nie pomogą, gdyż Warunki umowy nie są zależne od ustawień Instalatora. Tak to zostało zrobione w ramach okienka Umowy licencyjnej do Down of War i ma to sens.

Dodatkowo można ustawić fokus na przycisku, w ramach akcji pożądanej. Sprzyja to również obsłudze instalacji z poziomu klawiatury.

Interfejs instalatora: Umowa licencyjna.

 

Oczywiście nie są to jedyne możliwe sposoby na zaprojektowanie okienka Umowy licencyjnej. Można stosować różne kombinacje. Na przykład zastosować trzy przyciski bez żadnych dodatkowych elementów wyboru (pozbywamy się radiobuttonów i checkboxa) w kolejności: < Wstecz , Akceptuję , Anuluj (ma to miejsce w kilku instalatorach, jak chociażby aplikacji Gemius HeatMap (przy okazji: ThinkLab podpisała umowę partnerską z Gemius S.A., na mocy której został poszerzony koszyk kompetencji mojej firmy o badania, analizy i obsługę narzędzi Gemius - to tak, jakby ktoś szukał pomocy) czy mało znanego darmowego programu do wykonywania screencastów TipCam). Ale to już inna historia.

A może Twoja firma tworzy aplikacje i chciałbyś bym się im przyjrzał? Daj znać pisząc na adres: mk [w domenie] thinklab.pl.

 

Polecam uwadze knigi:

20:28, marekkasperski
Link Komentarze (6) »
czwartek, 19 lutego 2009

Rok dopiero co się rozpoczął, a tu już pierwszy kandydat na crap roku (i szczerze wątpię by inny do końca roku go przebił).

Dawn Of War to jedna z moich ulubionych [aktualnie] gier. Dynamiczna rozgrywka, dzięki rozszerzeniom - duża różnorodność ras (nie było tylko tyranidów do tej pory), dały w efekcie produkt o wysokim poziomie grywalności. W związku z tym nie trzeba mnie było długo namawiać do zakupu części II - kupiłem jako pre-order i w wersji kolekcjonerskiej (chociaż dodatkiem jest tylko gift dostępny w rozgrywce, a poza nim nie różni się od wydania w wersji podstawowej).

Dzisiaj kurier przyniósł II. Po dniu wypełnionym pracą (a bieżący tydzień należy do naprawdę trudnych; jeszcze doszedł do tego ciąg migrenowy) myślałem, że zasiądę na chwilę i zobaczę, jak ta Dwójeczka ma się. A tu taki crap!

 

Dawn of War II: instalator.

 

Jak widać na powyższym zrzucie, w celu instalacji gry, instalator wymaga 1) zainstalowania składników firm trzecich (nie wiadomo jakich, bo nie wyświetla żadnej informacji na ten temat), 2) klienta Steam, plus 3) założenia tam konta (miałem dwa, ale haseł nie pamiętam... trzeba było założyć kolejne). Teraz można 4) zainstalować grę, która jednak potrzebuje dostępu do serwerów Steam w celu aktywacji produktu (a serwery nie odpowiadają już od ponad dwu godzin, więc i zainstalować gry nie mogę).

 

Steam umarł.

 

Jak się uda aktywować i w rezultacie rozpocząć instalację już samej gry, to ponoć jeszcze będę musiał 5) założyć konto na Games for Windows Life... I dopiero wtedy... 6) Rozpocznę grę (w końcu rozpocznę?)!

Nie wiem kto to wymyślił, ale wydaje mi się, że inspirację do tego zaczerpnął z poniższego filmu.

 

 

20:26, marekkasperski
Link Komentarze (10) »
czwartek, 12 lutego 2009

Kończę właśnie czytać "E-biznes. Projektowanie dochodowych serwisów" (taka sobie szczerze powiedziawszy - w równie takim sobie tłumaczeniu (np. termin złamanie strony został oddany jako linia zanurzenia (?)) - chociaż przykłady są ok. i wiele z tego, co sam widziałem w ramach zachowań użytkowników, potwierdzają), w głównej mierze poświęconą tematyce projektowania pod konwersję. A tu taki przykład...

Amazon.com nie ma żadnych problemów ze skalowalnością (zob. zrzuty poniżej).

Amazon.com w 1024.

Amazon.com na 1280.

Amazon.com w 1440.

Amazon.com w 1680.

Rysunki 1.1-1.4. Sklep Amazon.com i skalowalny content (tutaj oferta z okładkami książek i tagami) dla czterech różnych rozdzielczości - idąc od góry dla: 1024x, 1280x, 1440x, 1680x.

 

A jednak strona główna prezentuje się doś dziwnie. Spójrzcie tylko - poniżej zrzut - jeśli z jakiś powodów nie widzieliście jeszcze na docelowej stronie.

Jaka przemyślana pustka. Pustka zaprojektowana. Pustka, by oddać pole tej wybranej ofercie - prezentacji Kindle 2, na środku strony, dokładnie tam, gdzie w pierwszej kolejności pada wzrok użytkowników (i nic dookoła) - i przez to zwiększająca konwersję. Niby prosta rzecz, a doświadczenie pokazuje, że nie wielu może (chce?) sobie na nie pozwolić.

Tak, kliknąłem. Jak zapewne spora większość odwiedzająca Amazon.

Kindle 2 w Amazon.com.

Rysunek 2. Przemyślana pustka wokół elementu, którym powinni się zainteresować użytkownicy (klienci).

 

20:08, marekkasperski
Link Komentarze (3) »
czwartek, 05 lutego 2009

Blogi to ponoć pamiętniki, stąd dzisiaj wpis odpowiadający definicji :)

Uwielbiam przełamywać schematy. A pełne okazji (z których nie zawahałem się skorzystać) były ostatnie m-ce.

Miesięczna cisza na blogu to wyraz, że sporo się dzieje - odkąd wziąłem się za rozkręcanie ThinkLab na poważnie, pracy jest co niemiara i satysfakcji jeszcze więcej (chociaż na tą ostateczną przyjdzie jeszcze poczekać). Za to mam dobre informacje:

  1. Kryzysu w branży coś nie widać. A nawet, z tego co rozmawiam z klientami, snuję wizję, że za dwa-trzy lata obudzimy się w rzeczywistości, w której będzie się mówiło jak to Internet wyciągnął wszystkich z tarapatów. I pewnie lada moment trzeba będzie poważnie pomyśleć o stałych pracownikach.
  2. Użyteczność, czy - szerzej - projektowanie z myślą o użytkowniku (User Centered Design), cieszy się coraz większym zainteresowaniem - czego wyraz widzę po sprzedaży książki (po niecałych dwu m-cach prawie cały nakład został wyprzedany). Planuję też już kolejną książkę..
  3. Usability to nie tylko Web i strony WWW - to również rynek aplikacji desktop. Zaczynają też to dostrzegać klienci i w ramach tego pojawiają się pierwsze zamówienia na prace z zakresu audytów i projektów graficznego interfejsu użytkownika (GUI). Niezmiernie cieszy mnie ta aktywność i niebawem zapewne coś więcej będę mógł napisać na ten temat.
  4. W krajowej działce termin User Experience zaczyna się przyjmować i klienci już rozumieją, że nie jest jest on tożsamy z Usability, a nawet potrafi stać do niego w opozycji. Robert Sobieski teraz napisał artykuł na ten temat, w którym miałem okazję dorzucić 3-grosze, a który powinien się ukazać niebawem drukiem. Ale na ten temat grosze rozrzucam też w innych miejscach, jak chociażby na GoldenLine, w wątku Co będzie z tematyką użyteczności na polu polskiego web-u w 2009?.
  5. Zaczynam też w końcu odczuwać skutki kampanii, którą zdaję się prowadzić przez większość mego życia: współpracy ze środowiskiem naukowym, do którego mi z wielu powodów blisko. Efektem tego jest chociażby współpraca z ludźmi z poznańskiej kognitywistyki, gdzie [w głowie Kamila Kaczmarka, któremu należą się specjalne gratulacje!] zrodziła się inicjatywa wzięcia udziału w projekcie 'Global Educational Network for Satellite Operations’ (GENSO), to jest stworzenia ogólnoświatowego standardu oprogramowania, które umożliwiałoby połączenie Stacji Naziemnych (urządzenie umożliwiające komunikację z satelitą znajdującym się na orbicie okołoziemskiej) w sieć i umożliwienie im wzajemnego komunikowania się, po to aby zwiększyć dostęp do danych z satelit edukacyjnych (CubeSats).

    Projekt ma miejsce przy Europejskiej Agencji Kosmicznej (European Space Agency, ESA) i zaangażowane w niego są osoby z całego świata, m.in. z: International Space University (Francja), California Polytechnic State University (USA), University of Tokyo (Japonia). Mi przypadła rola superwizora w zakresie prac nad interfejsami, w ramach działalności ThinkLab.

Kiedy odpoczynek? Jutro. A jutro wciąż nie nadchodzi... Poza tym kto by się tam męczył, gdyby zamiast pracy, robił to co lubi. :)

 

PS: Wiem, że kanał RSS bloga nie działa od pewnego czasu i dziękuję za mejle w tej sprawie. Zgłosiłem już to do gazety.pl, więc zapewne lada moment będzie w porządku. Działa.

18:34, marekkasperski
Link Komentarze (3) »