Zakładki:
Inne moje "rzeczy"
Inne "rzeczy"
Innych "rzeczy"
Książki
Możliwości i wzorce projektowe
Po godzinach
Rządzą... Gry
Zobacz mnie na GoldenLine
ThinkLab: moja firma

MOJE KSIĄŻKI - AUTOR

Użyteczność w praktyceM. Kasperski, A. Boguska-Torbicz Projektowanie stron WWW. Użyteczność w praktyce, Helion 2008.

Moja książkaM. Kasperski, Sztuczna Inteligencja, Helion 2003.

REDAKTOR MERYTORYCZNY

UmysłD. Casacuberta, Umysł. Czym jest i jak działa, Świat Książki 2007.

100 sposobów...T. Stafford, M. Webb, 100 sposobów na zgłębienie tajemnic umysłu, Onepress 2006.

Istota inteligencjiJ. Hawkins, S. Blakeslee, Istota inteligencji, Onepress 2005.

RSS
środa, 13 stycznia 2010

Tak, 2010 to z pewnością będzie rok Facebook, zresztą od samego początku - byłem, słuchałem, mam kilka przemyśleń.

 

0. W ramach wstępu - lubię Facebook. Nawet bardzo.

Jako użytkownik przechodziłem fazy, gdy najwięcej czasu spędzałem - w kolejności - w Onet.pl (wtedy bardziej w republice), Google.com, a teraz właśnie na Facebook.com. Facebook prywatnie mnie wciągnął. Ale czy jest czymś, co mógłbym zarekomendować moim klientom, bądź sobie, jako klientowi FB? Nie jest to już takie oczywiste.

 

1. "Facebook daje pełne spektrum możliwości" - no tak, ale HTML też i nic poza tym z tego nie wynika.

W społecznościach wcale nie chodzi o 'możliwości', a o dialog i dobrą zabawę - najlepiej dialog przez zabawę. Jeden dobry człowiek od dialogu z użytkownikami/klientami wart jest więcej, niż ten cały kram ficzerów. Społeczności to relacje, podtrzymywanie kontaktów, nowe kontakty, rozmowy - przeważnie o niczym ale wciągające, jak te przy kawie w firmowej kuchni. Można to osiągnąć bez FB, a nawet można by się pokusić o stwierdzenie, że czasem z FB i dialogiem to jakby nie po drodze - o czym niżej.

Nie wierzę też w prawdziwość tezy, że "FB to komunikacja, a fotka.pl to rozrywka". Nie ma już  takich prostych granic. Pokazał to dobitnie My Space ze swoją koncepcją komunikacji poprzez rozrywkę. Zresztą sam FB jest tak samo dobry pod względem komunikacji, jak i rozrywki (social games).

Dywagacje nt.: możliwości, ale też - gradientów, zaokrągleń, ładności layoutów, jakości CSS, w tym sposobowi wyświetlania się przycisku "szukaj" przy polu edycji wyszukiwarki (bo nie wyrównane do siebie - jedno jest wyżej o 2px, a drugie niżej), to... nie bardzo interesuje końcowego użytkownika, który przychodzi do nas po to, bo czegoś szuka, a wyszukiwarka ma mu pomóc to znaleźć. I tym jest lepsza im da trafniejszy wynik i zrobi to szybciej, jednocześnie minimalizując ilość błędów przy tym. Reszta to w dobitnej więszkości - branżowe pitu-pitu.

 

2. "Wszyscy mówią o Facebook; trzeba tam być" - no właśnie nie wiem. Jestem - i prywatnie, i mniej prywatnie - ale jeśli o te "mniej prywatnie" chodzi, to już nie jest to taka prosta sprawa.

Napisałem wyżej, że tak naprawdę w tym całym dialogu marek z użytkownikami o dialog właśnie chodzi. Dobry dialog to podstawa sukcesu. Ale ten dialog może się odbywać również w tradycyjnych już kanałach - jak newsletter czy system komentarzy do produktów (dobry przykład: rebel.pl) czy po prostu w komentarzach do newsów w ramach forum (dobry przykład: gram.pl).

Kiedy - jako klient - mam myśleć o wielu kanałach dialogu z użytkownikami i utrzymywać te 'wiele', to może się to okazać A) kosztowne i B) dość ryzykowne, ze względu na rozmycie się dialogu - wszędzie mówimy o tym samym, wszędzie po trochu, a gadka się jakby nie klei.

Czasem się już nawet okazuje, że utrzymywanie dwu kanałów komunikacji redakcja-użytkownicy w obrębie tego samego serwisu (!) - np. forum, blog - to o jeden za dużo.

Z mojej praktyki, jak i klientów wynika, że dużo cenniejszy jest jeden mocny kanał komunikacji, niż kilka mniej sprawnych. To trochę tak, jak z ewolucją - słabe organizmy podlegają atrofii. Dobrym przykładem takiego ewolucyjnego, samoporządkującego się systemu są grupy na GoldenLine.

 

3. "Facebook jest czymś fajnym dla agencji, ale nie dla mojego biznesu" - stwierdził przy okazji znajomy. I w pełni się z tym zgadzam. Dobitniej to samo wyraził w panelu dyskusyjnym Michał Brański, prezentując kilka perspektyw spostrzegania FB (perspektywa reklamodawcy, perspektywa konkurencji, perspektywa wspomagania biznesu oraz perspektywa użytkowania). Michał zresztą i kilka innych spraw ujął sensownie i w wielu punktach się z nim zgadzam.

Perspektywa agencji i większości ich klientów jest inna, niż perspektywa serwisów informacyjnych, wortali czy też e-commerce. Tam - upraszczając - chodzi o efekt wow, przeważnie jednosezonowy (sprawdźcie ile serwisów wykonanych przez agencje dla klientów ma cykl życia dłuższy niż sezon) oraz opiera się na pomyśle... zróbmy konkurs (sprawdźcie jaki jest ruch na tego rodzaju serwisach po okresie rozdania nagród).

Biznesy internetowe (wortale, społecznościówki, serwisy informacyjne, e-commerce, etc.) mają cykl dłuższy niż rok - w sumie im dłuższy, tym lepiej.

Co z ich interesami i zaspokajaniem ich przez FB? Nie wiem. Raczej słabo to widzę - podpięcie RSS pod FB? Słabe. To niech dodatkowo siedzi tam "admin"i komentuje to, co się wyświetla z kanału? Gdzie tu realna wartość? Poza tym dlaczego FB miałoby być lepsze do tego niż Blip czy Flaker, w końcu grupy na GL czy forum na gazeta.pl? Bo zasięg większy! No to co z tymi możliwościami?

A e-commerce?

 

4. Podsumowanie: nie "czy być?", tylko "od kiedy być?".

No właśnie. Dla tych, którzy już zdecydowali można też tak przedstawić sprawę. Pewnie od zaraz. Nigdy nie wiadomo jaki nowy Majspejso-naszoklasowo-jutjubowy-fejsbuk czeka nas za kilka lat i zajmie nam miejsce FB - trzeba się śpieszyć. Pewnie będzie to miało "nowe" możliwości, perspektywy, wzrosty i wszystko inne, co się będzie mierzyło i ładnie wyglądało na .ppt, .xls i w kilku innych formatach, włączywszy w to Prezi.

Za to jedno jest pewne: rok 2010 będzie należał do ...

 

***

PS: Mój znajomy jeszcze kilka lat temu wydawał mi się strasznym zrzędą. W chwilach wydawałoby się podniosłych dla 'branży' - podobnych do tej, która obecnie dotyczy rozwoju FB - przeważnie prezentował punkt widzenia na NIE. Nie chodziło o to, że się bał nowości, nic z tych rzeczy - był bardziej do przodu niż większość z nas. Z czasem jednak widzę o co chodziło. On po prostu, w tłumie pędzących lemingów, umiał wyhamować i powiedzieć "hm, niech się zastanowię". I po latach jego "zrzędzenie" wydaje mi się niezwykle cenne.

19:22, marekkasperski
Link Komentarze (6) »
piątek, 01 stycznia 2010

Kilka redesigne'ów największych serwisów (Allegro, Ceneo, gazeta.pl, ...), kilkanaście świetnych (i wiele więcej przeciętnych) publikacji z zakresu projektowania WWW oraz e-marketingu i... najlepszy rok w dotychczasowym moim życiu zawodowym. To bilans 2009.

Ale po kolei:

1. O nowych odsłonach Allegro.pl, Ceneo.pl, Gazeta.pl, ... nie ma się specjalnie co rozpisywać, bo już wiele słów zostało powiedzianych w temacie. Warto jednak przy tego rodzaju okazji przyglądać się bliżej samym zmianom - kierunkom, w które rozwijane są serwisy i sposobom rozwiązywania konkretnych problemów projektowych (jak na przykład przy okazji gazeta.pl opcji wyszukiwania zaawansowanego, czy raczej możliwości przełączania się na wyszukiwanie lokalne dla kilku wybranych serwisów).

W kontekście mniejszych serwisów sprawdziły się omawiane już u mnie trendy, które nota bene zdają się być aktualne dla panującego już 2010.

 

2. 2009 obfitował także w kilka udanych publikacji.

Jeśli chodzi o zagraniczne wystarczy wspomnieć:

Z Polskich warte odnotowania są:

Nie doczekaliśmy się niestety zapowiadanych:

Ze starszych pozycji odkryłem (wymieniam tylko brylanty ;):

  • Michael Miller, "501 Website Secrets" (2004),*
  • Gene Smith, "Tagging. People-Powered Metadata for the Social Web" (2008),
  • Jaclyn Easton, "RozbijBank.com" (2000),*
  • J. Christopher Jones, "Metody projektowania" (1977).

* Uwielbiam case studys! Także takie jak chociażby: "101 Best Dot Coms to Start. The Essential Sourcebook of Start-up Wisdom, Financial Tips, and Inside Secrets for Building a Business on the Internet" (2000) czy "Net Success: 24 Leaders in Web Commerce Show You How to Put the Web to Work for Your Business" (1999).

 

3. 2009 to pierwszy pełny rok, w którym miałem możliwość pracy tylko (!) pod marką ThinkLab. W tym okresie udało mi się zrealizować kilka naprawdę dużych (i bardzo dużych) projektów, w tym projekt interfejsu dla aplikacji służącej do podpisu elektronicznego dla jednego z największych w kraju dostawców tej usługi.

W roku minionym, prócz prac z zakresu doradztwa w e-biznesie, projektów AI stron WWW czy też interfejsów systemów transakcyjnych, świetnie miał się sektor szkoleniowy - w tym szkolenia zamknięte dla działów projektowych dużych firm. Udało się także stworzyć kilka nowych usprawnień (funkcjonalności), które wg szacunków moich klientów (znawców branż, w których robią) mają sporą szansę na zwiększenie poziomu konkurencyjności.

Miałem przyjemność pracy dla takich firm i marek jak: gazeta.pl, Goethe Institut, OPERA TFI, Polkomtel (marka plus.pl), Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, Raiffeisen Bank, QXL Poland (marka Allegro), Yoyo Sp. z o.o. i innych. Przy tym poznałem wielu wybitnych ekspertów, którzy są tajną bronią firm, w których pracują; przy tym skromni, stąd próżno szukać informacji o nich w blogosferze.

Jak już wspomniałem - był to najbardziej owocny rok pod względem zawodowym.

 

4. Od sierpnia 2009 stałem się także jednym z dwu właścicieli serwisu nakanapie.pl. Osobiście odnotowuję to jako jeden z większych (o ile nie największy) sukces minionego roku.

Jest z tym faktem związanych także kilka paradoksów, które miałem okazję ujrzeć. Kilka z nich:

  • O serwisie w branży nie jest zbyt głośno; nawet pomimo całkowitej przebudowy na jesieni i zmiany właścicielstwa (w tym strategii), nie znajduje się on w żadnych podsumowaniach i rankingach startupów za rok 2009. Mimo, że... z danych, którymi dysponuję ma on dużo więcej UV niż serwisy znajdujące się w tego rodzaju zestawieniach. No cóż, to serwis dla tzw. NORMALSÓW, geek tam niewiele znajdzie interesującego (jeśli książki nie stanowią dla niego atrakcji samej w sobie).
    Dla rządnych liczb (krwi?) kilka danych z megapanelu za październik (tak, mamy ponad 0,5 mln odsłon; tak, podwoiliśmy liczbę odsłon w ciągu m-ca, po przeprojektowaniu serwisu! Tak samo jak po przeprojektowaniu zwiększyła się liczba rejestracji - pisałem o tym). Dane z Google Analytics są jeszcze ładniejsze.
  • Kiedy inni się zastanawiają nad "sensownym modelem biznesowym" tego przedsięwzięcia, serwis zarabia. Zarabia od pierwszych sekund! Dosłownie.
  • Biznesy internetowe robi się w... offline. W ciągu 4 m-cy mamy podpisanych 6 umów partnerskich, kilka kolejnych jest w stadium finalizacji bądź dogadywania szczegółów. Zresztą lekcję tą wyciągnąłem m.in. z lektury "amazon.com. Get Big Fast" Roberta Spectora (polskie wydanie), a codzienność tylko ją potwierdza.

Kolejne wypunktowania będzie już pisał rok 2010.

 

5. Wiele rok 2009 wniósł także do mojej wiedzy - czasem były to 'odkrycia', czasem ugruntowanie tego co już przypuszczałem. Z ciekawszych obserwacji:

  • Klienci mówią rozwiązaniami a nie problemami. Mówią, że chcą: redesign, więcej wideo, etc.; przychodzą z gotowymi "projektami". Tymczasem gdy z nimi porozmawiać, definiując problemy, które jakoby te rozwiązania mają zażegnać, często dochodzimy do wspólnych wniosków, że nie tędy droga.

    Lekcja, która z tego wynika: rozmowy zaczynaj definiując problemy, nie rozwiązania.

  • Usability jest tylko cechą systemów, w dodatku nie najważniejszą. Czasem główną cechą systemu jest nowoczesność, innym razem elementy estetyczne powinny być pierwszoplanowe. Już o tym mówiłem wcześniej, więc nie będę się powtarzał.

    Lekcja, która z tego wynika: określ co w Twoim serwisie jest najważniejsze; jakich masz klientów, co powinieneś im dać by zaspokoić ich potrzeby i co zaspokoi potrzeby Twojego biznesu.

  • Serwisy ewoluują wraz z ich rozwojem. Wraz z podpisywanymi umowami partnerskimi przybywa contentu; wraz z rozwojem strategii przybywa funkcjonalności. Ubywać też powinno, z czasem... :)

    Lekcja, która z tego wynika: nie ma dobrych i złych rozwiązań - w sensie ever; są lepsze i gorsze rozwiązania na dany czas.


  • Strona WWW jest wypadkową wielu różnych elementów - projektu, technologii, etc. Nawet najlepszy projekt - w sensie klikalna makieta - jeśli nie będzie miał możliwości wdrożenia, jest li tylko najlepszym... projektem! Czasem bardzo dobre projekty muszą wylądować w koszu, a zastępują je średnie wdrożenia. Ale te przynajmniej mają możliwość zaistnienia.

    Lekcja, która z tego wynika: odkryj (w miarę wcześnie) naturalne ograniczenia, Twoje i Twego klienta... budżetowe, programistyczne, i inne, mające wpływ na realizację, tak by nie robić projektu dla samego projektu (sztuki dla sztuki?).

 

Wyciągnąłem jeszcze kilka innych lekcji - ale o tym przy innej okazji. Być może też przy okazji kolejnej mojej książki.

 

***

2010 życzę - zarówno Czytelnikom mojego bloga, jak i sobie - by był równie dobry bądź lepszy od poprzednika.

Amen!

17:27, marekkasperski
Link Komentarze (3) »
piątek, 04 grudnia 2009

Jeśli nie widzisz filmu (nie zadziałała funkcja <embed>), przejdź na stronę.

 

PS: Piotr, dzięki za link!

14:44, marekkasperski
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 listopada 2009

W ciągu ostatniego tygodnia miałem okazję zapoznać się z kilkoma wersjami czytników do ebooków, więc stwierdziłem, że swoimi obserwacjami się podzielę. Tym bardziej, iż wiele wskazuje, że w najbliższym czasie w tym sektorze dużo się będzie działo (również interfejsowo, bo - jak będzie można wywnioskować po lekturze tego wpisu - jesteśmy jeszcze na początku drogi). Wystarczy, że dodam, iż na 13-stych Targach Książki, na których w sobotę byliśmy z żoną, znajdowały się 4 stoiska, na których prezentowano produkty bądź usługi związane z tym sektorem. Ale do rzeczy...

Testowałem:

  • iRex iLiad - to chyba największy czytnik, który miałem okazję używać (wyświetlacz 8,1 cala, rozdzielczość 768x1024 pikseli), 160 DPI i 16 odcieni szarości dają dobrą jakość obrazu;
  • dwa czytniki firmy Bookeen: CybookOpus (mały, z ekranem 5-calowym) z ciekawym softem (np. bardzo przyjemnie dla oka zrobiona jest lista książek, które mamy w bibliotece) oraz Cybook Gen3 (nieco większa odmiana od swojego poprzednika);
  • Cool-ER, reprezentowany przez całą serię czytników dostępnych w różnych kolorach (ja klikałem akurat niebieski), miły dla oka i nieco podobny układem przycisków do rodzimego eClicto firmy Kolporter S.A.;
  • no i w końcu wspomniany eClicto, o którym poniżej.

 

Czytniki ebooków: Kindle, Eclicto, Sony, Cooler, Nook.

Rysunek 1. Powyżej czytniki ebooków (od lewej): Kindle, eClicto, Sony, Cool-er, Nook. Rys. za: passwordincorrect.com.

 

Ogólne obserwacje jakie mam to:

  • Są proste w obsłudze. Klasa tych urządzeń jest raczej prosta w obsłudze - już po naprawdę niewielkiej ilości czas umiesz obsługiwać poszczególne modele. Nie potrzeba żadnych instrukcji i samouczków. Po kilku minutach zabawy w zasadzie już wiesz co możesz robić, i gdzie szukać danej opcji, by to zrobić. To wielka zaleta tych urządzeń i potencjalnie wróży to im sukces.
  • Różnie bywa z używalnością. Nauczyć się obsługiwać urządzenie to jedno, obsługiwać je na co dzień to drugie. Nie rozumiem dlaczego wszystkich tych urządzeń nie można obsługiwać jedną ręką - w niektórych modelach są potrzebne dwie i to do wykonywania w miarę częstych operacji - np. flow: wejdź do danej książki (piętro niżej), wyjdź do spisu książek (piętro wyżej). Dziwne bądź mało ergonomiczne rozwiązania z "przerzucaniem kartek" (w plikach EPUB nie ma podziału na strony, co nie znaczy, że przewijać nie trzeba). Myślę, że generalnie usability tych urządzeń (zarówno na poziomie ergonomii fizycznego urządzenia - rozkład przycisków, ich wielkość, przypisana funkcjonalność) jak i na poziomie oprogramowania zaszytego w czytniki, jest raczej średnie.
  • Oprogramowanie / funkcjonalności. Powyższe modele różnią się dość znacznie oferowanymi funkcjonalnościami: jedne mogą się łączyć z internetem w celu pobierania treści, inne nie; niektóre mają przeglądarkę do stron internetowych, możliwość odsłuchiwania muzyki/audiobooków, możliwość obsługi rysikiem, funkcje wprowadzania notatek (w jednych tylko z klawiatury, w innych rysikiem, z możliwością pisania odręcznego), etc.
  • Kontrast, to chyba najważniejsza własność dobrego czytnika. Musi mieć po prostu dobry kontrast między jasnym tłem i fontem. Niby oczywiste, ale jedne modele są lepsze, a inne... takie sobie.
  • Zdjęcia. Oglądanie zdjęć na czytnikach jest możliwe, a owszem, w 8 bądź 16 odcieniach szarości. Ale ma to taki sam sens, jak nauka malarstwa z książek wydawanych w czasach PRL-u, gdzie oglądało się czarnobiałe reprodukcje światowej sztuki (to była zgroza!). Poza tym wielkość zdjęcia bywa przytososywana do parametrów wyświetlacza, co niesie za sobą fakt, że niektóre zdjęcia po prostu rozciągane są na wyświetlaczu, by dostosować ich prezentację.
  • Pamięć i liczba książek. Informacje marketingowe głoszą, że w czytnikach można pomieścić setki, jeśli nie tysiące książek. Ale to nie do końca prawda. Owszem, książek można i dużo zmieścić, ale pod warunkiem, że są one w formacie EPUB (np. "Dracula" Stokera waży wtedy jakieś 138KB). Ale już gdy chcemy czytać plik w formacie .pdf to książek wejdzie znacznie, ale to znacznie mniej (np. "Web Form Design" Luke'a Wroblewskiego to 16,77MB). Poza tym przy dużych plikach spada komfort pracy z czytnikiem, związany z wydłużaniem się czasu przewijania strony (myśli i myśli, i myśli... Nawet darmowy rozdział mojej "Projektowanie stron WWW" o wielkości 1,81MB potrafiło zawiesić urządzenie).
  • PDF nie na czytniki. No właśnie. Po pierwsze, za ciężkie - o czym było wyżej. Po drugie, to się nie chce skalować! Czytanie nawet powiększonego (w ramach opcji powiększania czcionki) pliku .pdf powoduje, że układ tekstu nie chce się dopasowywać do parametrów urządzenia. Co oznacza w praktyce, że jeśli do tej pory kupowałeś książki elektroniczne w wersji .pdf, to jak przesiądziesz się na czytniki, będziesz musiał je kupić jeszcze raz - w wersji EPUB.

 

eClicto

W zasadzie na tym chciałbym poprzestać w tym wpisie. Udało mi sie otrzymać jeden egzemplarz tego czytnika (dzięki Tomasz za wypożyczenie!) i jemu poświęcę osobny wpis.

eClicto. eClicto.

Rysunek 2. Czytnik eClicto firmy Kolporter Info S.A. (od lewej): z wyświetloną książką oraz ze zrzutem strony nakanapie.pl.

20:21, marekkasperski
Link Komentarze (7) »
środa, 04 listopada 2009

Już niektórzy z Czytelników bloga UI Design wiedzą (mówią mi, że wiedzą) nt. prac, które prowadzimy teraz w serwisie nakanapie.pl. Niedawno pisał też o tym Artur Kurasiński i kilka szczegółów tychże prac zdradziłem; kolejne czekają na swój czas (tj. launch).

Dzisiaj zamiast wpisu - obrazek. Obrazek szczególny, pokazujący wykres rejestracji w ramach serwisu nakanapie.pl. Bez kampanii, bez kasy, samymi zmianami w AI. Dla nas obrazek wymowny, bo pokazujący, że ma sens to co robimy i to całe - za przeproszeniem - usability ;)

Na razie bez liczb jeszcze - przyjdzie pora i na nie.

nakanapie.pl: rejestracje.

20:02, marekkasperski
Link Komentarze (4) »
niedziela, 04 października 2009

Jakiś czas temu Grzegorz Miłkowski, przy okazji prac nad raportem interaktywnie.com nt. użyteczności, poprosił mnie o kilka wypowiedzi. W raporcie znalazło się co prawda kilka z nich, aczkolwiek Grzegorz swoimi pytaniami poruszył kilka kwestii, które są dość interesujące, a o których na blogu jeszcze nie pisałem (i pewnie w innej sytuacji bym nie napisał). Stąd postanowiłem – za zgodą Grześka – zamieścić cały tekst na blogu.

 

***

GM: Czy użyteczność musi stać w opozycji do rozwiniętej interakcji? Zdarza się, że aby niejako zmusić użytkownika do pożądanych przez nas czynności na stronie www, należy zrezygnować z części użyteczności, utrudniając mu życia. Czy jest możliwość pogodzenia tych sprzecznych potrzeb?

MK: Termin 'użyteczne', nie jest tylko cechą stron łatwych w obsłudze, wtedy zapewne dużo lepszym terminem byłby 'używalne'; użyteczne, to także potrzebne i przydatne (a nie wszystkie przydatne narzędzia są łatwe w obsłudze i odwrotnie – nie wszystkie łatwe w obsłudze narzędzia są przydatne). Czasem efekt końcowy wymaga zastosowania pewnych właściwości (funkcjonalności, sposobu rozwiązania nawigacji), które zdają się „utrudniać” posługiwanie się aplikacją, ale za cenę zwiększenia na przykład bogactwa płynącego z doświadczenia interakcji.

Nie zawsze pożądaną cechą systemu jest łatwość jego obsługi – a przynajmniej nie pierwszoplanową. Jednak aplikacja dalej może być potrzebna i przydatna, a w tym sensie i użyteczna.

Klasyczne pojmowanie użyteczności już się skończyło bądź, gdy chcieć je stosować, jest mocno ograniczone. Głównym ograniczeniem może być fakt prób wyjścia poza standardowe składowe interakcji oraz standardowe interfejsy oparte o myszkę i klawiaturę po stronie użytkownika oraz elementy klikalne po stronie medium.

„Gonitwa” za zwiększeniem doświadczeń użytkowników z marką (user experience) wymusza na projektantach rozwiązania niestandardowe, jeszcze kilka lat temu nie funkcjonujące w świecie interakcji internetowej. By nie poruszać się tylko w sferze teorii – mój ulubiony przykład: jeśli zależy mi na tym, by użytkownicy przychodzący na stronę WWW odczuli pozytywne cechy marki – np. gazowanego napoju orzeźwiającego – zamiast klasycznego kliku powodującego wejście na stronę, mogę zastosować interfejs oparty o kamerę internetową (dostępną już w prawie każdym modelu laptopa) oraz system rozpoznawania mimiki twarzy. Uśmiech osoby siedzącej przed ekranem komputera może być tym samym, czym do niedawna było kliknięcie w przycisk WEJŚCIE (bądź SKIP INTRO).

Użyteczność, jako łatwość obsługi stron, też nie zawsze jest główną cechą jaką chcemy uzyskać w ramach klasycznych stron WWW. Na przykład coraz większa ilość użytkowników skarży się, że jednym z utrudnień dla korzystania ze stron, jest system zakładania na nich kont i konieczność logowania. Gdzieś niedawno czytałem wyniki badań, które wskazywały, że jest to bodajże druga cecha klasyfikowana przez respondentów biorących udział w badaniu, utrudniająca im korzystanie z zasobów. Ale z drugiej strony mamy serwisy internetowe, które niejako w strategię mają wpisane tworzenie kont użytkowników – i co wtedy? Poza tym, rejestracja w serwisach wywołuje pewne cechy u użytkowników, które z punktu widzenia marki mogą być istotne – jak np. poczucie elitarności i przynależności do pewnej grupy. Stąd nie zawsze jest tak prosto stwierdzić, który z aspektów użyteczności należy wybrać przy danym projekcie.

Krótko mówiąc – poszerza się sfera możliwości interakcji (np. dzieki interfejsom dotykowym czy wykorzystaniu kamery internetowej), stąd i użyteczność jako dyscyplina również ewoluuje.

 

GM: Z jakimi tarciami na linii specjalista od usability / projektant najczęściej można się spotkać? Które elementy serwisu są najczęściej punktem spornym?

MK: Nie wiem. Jestem projektantem, wykorzystującym w swej pracy m.in. wiedzę z zakresu usability. Nie czuję wewnętrznego konfliktu ;)

 

GM: Czy można wyróżnić elementy, które wpływają na użyteczność i jednocześnie się różnią w zależności od tego, jaką funkcję ma pełnić serwis, np. strona korporacyjna, sklep itp. Na jakie najważniejsze różnice należy zwrócić uwagę w takim przypadku? Oczywiście bezdyskusyjne jest to, że są to zupełnie różne kreacje, jednakże być może są jakieś elementy, które nie odgrywają ważnej roli w jednym przypadku, a w drugim warunkują powodzenia?

MK: Jedno wiem na pewno i staram się o tym mówić tam, gdzie mogę. Tak jak alchemikom nie udało się znaleźć kamienia filozoficznego – bo go nie ma – tak nie ma złotych reguł z zakresu użyteczności zapewniających sukces serwisom.

Mało tego, sam często powtarzam, że czasem, dla dobra sprawy, należy niektóre sprawy skomplikować – jak mawiał Einstein: „rzeczy powinny być tak proste jak to możliwe, ale nie prostsze”.

Strony internetowe są tylko środkami to uzyskania pewnych celów klienta – w żadnej mierze nie są celami samymi w sobie.

Podam przykład: Ostatnio na jednej z konferencji wywołałem oburzenie części ekspertów (których osobiście szanuję), że są przypadki, gdy nie należy doprowadzać proces wypełniania formularza do zbytniego uproszczenia. Że trudność w kwestii wypełnienia formularza,  na przykład wymuszenie podania jakieś danej, której normalnie użytkownicy nie posiadają przy sobie, a tylko klienci faktycznie zainteresowani danym produktem bądź usługą, ma tę pozytywną cechę, że już na starcie pozwala nam wyselekcjonować tylko te osoby, które faktycznie są zainteresowane produktem/usługą. W innym wypadku, gdy formularz będzie prosty w wypełnieniu, w tym sensie, że będzie mógł go wypełnić każdy, narażamy firmę – naszego klienta – na dodatkowe koszta wynikające ze zwiększenia ilości obsługi przy odpowiadaniu na zapytania ofertowe, przy jednoczesnym spadku procentowej ilości transakcji. W ten sposób, widząc tylko krótkowzroczny cel naszej pracy – umożliwienie użytkownikom łatwego wypełniania formularzy – czasem łatwiej wyrządzić krzywdę klientowi, przy jednoczesnej radości z tego, że nasze działania zwiększyły konwersję.

 

GM: Często można spotkać się z zarzutami, że serwisom flashowym nie po drodze z usability. Gdzie więc tkwi klucz do użyteczności takich stron?

MK: Trudno tak jednoznacznie stwierdzić, że Flash jest be, a HTML jest cacy.

W 2000 roku Jakob Nielsen napisał swój głośny artykuł "Flash: 99% Bad". Zaraz potem firma Macromedia zatrudniała go w roli eksperta mającego za zadanie przyczynić się do zwiększenia użyteczności tej technologii.

Dwa lata później wyszła książka o przewrotnym tytule "Flash 99% Good. A Guide to Macromedia Flash Usability", autorstwa Kevina Airgida i Stephenie Reindel. W tym samy roku ukazała się blisko 500-stronicowa "The Flash Usability Guide. Interacting with Flash MX",  którą napisało aż sześciu ekspertów. To pokazuje jak firma – jeszcze wtedy Macromedia – zaczęła szybko działać w kwestii podwyższenia użyteczności swoich produktów, a z drugiej strony jak dużo czasu upłynęło, a mit nieużytecznego Flash wciąż się utrzymuje.

Z tego co wiem, to w narzędziach programów do obróbki Flash znajdują się opcje związane z użytecznością, czy raczej dostępnością (nie używam tej aplikacji, więc trudno mi to potwierdzić). Nie wszyscy jednak je wykorzystują. Chociaż, nie powiem, brak obsługi kliknięcia z prawego przycisku w przypadku technologii Flash bywa uciążliwy... przynajmniej dla mnie.

 

GM: Czy można wymienić jakieś elementy, które świetnie sprawdzają się w serwisach html-owych, natomiast we flashowych stanowią ich przysłowiowy gwóźdź do trumny. I na odwrót, flashowe rozwiązania dotyczące użyteczności, które nie pasują do zwykłych serwisów?

MK: Nie wiem. Mam wrażenie, że jeśli nawet, to dzięki coraz ciekawszym zastosowaniom technologii AJAX przy jednocześnie powiększającej się ilości dostępnych gotowych skryptów, ta przepaść się zmniejsza.

 

GM: Czy jest w ogóle sens badać serwisy flashowe pod kątem usability?

MK: Tak. Łatwość obsługi stron nie jest w żaden sposób zależna od użytej technologii. Tak samo jak badamy pod kątem usability również obsługę pilotów do TV. Użyteczność nie jest tylko zarezerwowana dla stron WWW, czy dla stron WWW wykonanych w HTML-u.

 

GM: Naukowcy z Research Center Xeroxa w Palo Alto Stuart Card, Ed Chi i Peter Pirolli badając na początku lat 90-tych zachowania ludzi szukających informacji w Internecie stwierdzili, że ich postępowanie podobne jest do polowania zwierząt. Jednym słowem, podążają za tropem, który wydaje im się silny oraz jednocześnie budujący nadzieję na obfity łup. Jak więc powinna wyglądać dobrze zbudowana ścieżka (trop), która doprowadzi użytkownika do pożądanego przez nas miejsca w serwisie WWW?

MK: Nie ma złotych reguł, jak wspominałem już powyżej. Ale… dobra ścieżka to: 1) możliwość szybkiej identyfikacji przez użytkownika, że element, który widzi jest tym, który szuka (na przykład dobrze dopasowane słowo – szybsze są czasy reakcji osób aplikujących do jakieś firmy, gdy w ramach łącza prowadzącego do informacji z działu personalnego widzą słowo ‘Praca’, niż ‘Twoja kariera’); 2) łatwa w obsłudze ścieżka dotarcia do finalizacji ścieżki – widoczne i dobrze opisane elementy tworzące łańcuch kliknięć, pozwalające w miarę szybkim czasie dotrzeć do realizacji danego scenariusza użycia; czasem też w takich przypadkach, gdy na przykład naszym flow jest zestaw formularzy (wizard), możliwość umieszczenia opcji „Pomiń”, pozwalającej skrócić pewne kroki.

Generalnie, sieć wywołuje wśród użytkowników jakiś rodzaj zniecierpliwienia i gonitwy. Dużo trudniej jest im się skupić przez dłuższy czas na jakimś elemencie treści, zaś dużo częściej oddają się klikaniu, jako czynności mającej ich przybliżyć do czegoś bardziej ciekawego niż to, co widza w danej chwili.

Ta gonitwa kliknięć ku ‘jeszcze fajniejszym rzeczom’, ku ‘nowym odkryciom’, staje się coraz powszechniejsza. W sieci zamieniamy się w myśliwego i szukamy coraz atrakcyjniejszej zdobyczy. Natomiast z czasem, coraz trudniej zaspokoić nasz apetyt. Jak w czasach studiów mawiał mój profesor od estetyki – gdy człowiek nauczy się pić drogie wina, nagle przestają mu smakować tanie, którymi jeszcze do niedawna się delektował.

 

GM: Czy można rozróżnić jakieś elementy, które będą bardziej użyteczne dla jednych grup wiekowych, a mniej dla innych? Tj. czy można pokusić się o stwierdzenie, że serwisy przeznaczone np. dla starszych internautów powinny być nieco inaczej zbudowane pod kątem usability?

MK: Tak. Od wieku grupy docelowej zależą na przykład takie elementy jak: wielkość dobranego fontu, kolorystyka (poziom kontrastu), w tym kolorystyka łącz (widzenie koloru niebieskiego z wiekiem jest coraz gorsze, stąd stosowanie niebieskich łączy przy jednoczesnym stosowaniu opcji ukrywania ich podkreślenia, może spowodować, że starsi użytkownicy nie będą mogli w prosty sposób zidentyfikować co jest donośnikiem, a co tekstem zasadniczym); w końcu też wielkość elementów klikalnych.

 

GM: Czy o podobnym rozróżnieniu można mówić w przypadku podziału na płeć? Czy mężczyźni oczekują innych - zapewniających funkcjonalność - elementów niż kobiety? Czy może na tej płaszczyźnie mamy do czynienia z równouprawnieniem i w przypadku obydwu płci sprawdzają się podobne rozwiązania dotyczące użyteczności?

MK: Nie znam żadnych sensownych i zarazem wiarygodnych badań w zakresie różnic w płci co do oczekiwań funkcjonalnych, czy użytecznościowych.

 

GM: Budując serwis na jego wygląd duży wpływ chcą mieć marketerzy. Jakie elementy najczęściej chcą oni wdrażać i zmieniać?

MK: Czerwone przyciski z wielkim napisem KUP :) Tak, marketerzy uwielbiają myśleć, że czerwony sprzedaje i pragną myśleć, że umieszczenie jak największej ilości dużych czerwonych przycisków z napisami Kup, Kup, Kup, przyczyni się do zwiększenia konwersji.

Oczywiście kolor czerwony faktycznie powoduje zwiększenie uwagi na te elementy, ale jest to zwykła reakcja mająca podstawy psychofizjologiczne i nie przekładająca się w żaden sposób na zwiększenie sprzedaży. Po prostu w świecie przyrody kolor czerwony jest nośnikiem informacji na temat potencjalnego zagrożenia, stąd niektóre zwierzęta wykorzystują go także na zasadzie mimikry, a w ramach budowy interfejsu uzasadnione jest wykorzystywanie go wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z zawodnością systemu, jak np. komunikatach o błędach. Ale niektórzy są bardzo przywiązani do swoich przekonań. :)

 

GM: Jakie pomysły marketerów są nie do przyjęcia z punktu widzenia usability?

MK: Nie spotkałem jeszcze takiego marketera :) Na razie wszystkie były do przyjęcia.

21:58, marekkasperski
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 września 2009

Dawno nie pisałem... na blogu. Co zrobić, gdy chwilę czasu ma się tylko przy okazji choroby. Jako że morzy mnie gorączka, nadarza się okazja by spisać kilka przemyśleń.

***

1. Projektowanie to przede wszystkim myślenie - definiowanie problemów projektowych i ich rozwiązywanie. Rysowanie makiet i AI to sprawa wtórna w stosunku do "zobaczenia" (zdefiniowania) problemu i jego rozwiązania (koncepcji). Poza tym, czasem dany problem miewa kilka rozwiązań - jedne są lepsze, drugie gorsze. W dodatku bywa też i tak, że jedne rozwiązania są lepsze dla użytkowników, inne są lepsze dla wydawcy serwisu. Ostateczne rozwiązanie może okazać się nie trywialne.

2. Weźmy dla przykładu taką funkcję: "Wyrażanie opinii".

Funkcja wyrażania opinii jest funkcją ogólną, tj. podpadają pod nią różne funkcje szczegółowe jak chociażby:

  • dodawanie komentarzy,
  • gwiazdkowanie,
  • system 'łapkowy' - jak sam go określam, bazujący na dłoni z kciukiem wystawionym do góry, symbolizującym, że moja opinia jest na Tak, i z kciukiem zwróconym ku dołowi, symbolizującym, że jestem na Nie,
  • i inne systemy opiniowania.

3. Każdy z tych systemów opiniowania ma swoje konsekwencje - zarówno dla łatwości wykonywania czynności wyrażania opinii przez użytkowników (czyli tego, co określam mianem używalności), jak i dla wydawcy serwisu.

4. Każdy z nich to konkretna decyzja projektowa. Niby wszystkie z powyższych systemów opiniowania służą temu samemu - wyrażaniu opinii - jednak jedne rozwiązują pewne klasy problemów projektowych, inne nie.

5. Weźmy dla przykładu system wyrażania opinii przez komentarze.

System ten jest najlepszy z powyższych, gdy celem, który przed nami stoi, jest zbieranie wartościowego contentu, bądź gdy potrzebujemy informacji od użytkowników natury jakościowej.

Przeciwieństwem do niego będzie ilościowy system 'łapkowy'. Prosty w użyciu, lecz nie dający wiedzy merytorycznej, czasem niezbędnej innym użytkownikom.

System bazujący na komentarzach ma jednak pewne swoje daleko idące konsekwencje. Projektant musi zdecydować o tym czy:

  • użytkownicy mają mieć możliwość wyrażania swoich opinii anonimowo czy tylko przez osoby w jakiś sposób zweryfikowane przez system (np. tylko zalogowane, a więc i zarejestrowane);
  • konsekwencją powyższego jest także ustalenie czy - jeśli przyjąć, że także użytkownicy nie posiadający konta w danym systemie (nie zarejestrowani) będą mogli wyrażać swoje opinie przez komentarze, to powinien być jakiś inny system ich weryfikacji, np. podanie adresu e-mail. Jeśli tak, to po co? (Może po to, by w przyszłości powiadomić przy pomocy tego adresu osobę, że ktoś dodał także komentarz);
  • inną konsekwencją jest także przykładowy, a następujący fakt: w przypadku gdy damy możliwość dodawania opinii przez komentarze tylko osobom zarejestrowanym, współczynnik przyrostu komentarzy będzie dużo wolniejszy, niż w przypadku umożliwienia wyrażania takich opinii przez osoby nie zarejestrowane. Jednak to znowu może rodzić konsekwencje mniejszej ilości osób rejestrujących się, jeśli zaniedbamy kwestię uwypuklenia innych opcji, które dla użytkownika zarejestrowanego będą stanowiły (przynajmniej potencjalnie) wartość;
  • powstaje pytanie czy komentarze można komentować? Co powoduje powstanie struktury drzewiastej komentarzy, a przez to i - nierzadko - mniej czytelnej;
  • a może komentarze można oceniać? Jeśli tak, to czy tylko w ramach przyznawania plusików, czy także minusów? Czy wpływa to na sposób wyświetlania komentarzy - domyślnie będą wyświetlane najnowsze, czy też te z najwyższą ilością plusów?;
  • Itd.

6. Odmiennym, od powyższych systemów komentowania i 'łapkowania', jest system gwiazdkowy, umożliwiający oddawanie głosów w ramach pewnej przyjętej wcześniej skali - powiedzmy od jeden do pięciu.

W sensie wizualnym (a więc i na AI) może to być klasycznych system gwiazdek, bądź slider, czyli interfejs analogowy z suwakiem przypominającym te z equalizera.

Ale... przyjęcie dwu różnych form wizualizacji wyników ma także swoje konsekwencje.

  • Możemy wyświetlać wyniki jako średnią ocenę zebraną przez głosowanie wraz z informacją ile głosów zostało oddanych. (I znowu - czy tylko zalogowani mogą głosować, czy niezalogowani też?).
  • Oraz możemy wyświetlać bardziej szczegółowo informacje - ile głosów na 5 gwiazdek zostało oddanych, ile na 4, na 3 itp.

Użytkownik odczytujący opinie w przypadku wizualizacji gwiazdek sposobem drugim ma więcej informacji nt. faktycznej wartości produktu ocenianego, niż w przypadku pierwszym. Gdyż może się zdarzyć, że średnia 3 bierze się raz z faktu, że wiele głosów na 5 zostało raz zaniżonych prze ocenę na 1, a innym razem, że produkt jest po prostu przez większość oceniany na 3, z małymi odchyleniami między 2 i 4.

Informacyjnie to dwa różne przypadki.

7. Wybór czasem też nie jest prosty. Musi godzić interesy użytkowników (w tym kwestie prostoty wykorzystania) z interesami wydawcy.

W sensie prostoty (tak ostatnimi czasy przecenianej przez osoby związane z tworzeniem aplikacji WWW i nadużywanej) najlepszym wyborem zapewne byłby system 'łapkowy'. Ale znowuż powstaje problem, gdyż w ramach interesów wydawcy może być gromadzenie unikalnych treści - wówczas lepszą odpowiedzią na zapotrzebowanie klienta będzie system dodawania komentarzy.

8. Dla komplikacji zadania, zawsze można jeszcze stworzyć systemy hybrydowe. Czyli takie, na które składają się elementy bądź nawet połączenia różnych rozwiązań.

 

Reasumując: definiuj problemy projektowe i - przywołując Einsteina - "Twórz rozwiązania tak proste jak to możliwe, ale nie prostsze." I myśl... o konsekwencjach swoich projektów.

I rzecz na koniec, gdyż przeraża mnie już trochę narzędziowe podejście do projektowania: w projektowaniu to nie rysowanie jest najważniejsze. Jak mawia moja żona: dwie osoby o różnym poziomie talentu, wyposażone w płótno i farby (więc te same narzędzia), stworzą obrazy o zupełnie różnej wartości artystycznej. Chociaż ważne jest jak to, co zaprojektujesz, ostatecznie dla użytkownika będzie wyglądało, to definiowanie i rozwiązywanie problemów projektowych jest kwintesencją projektowania jako takiego. Jak, na przykład, kwestii stworzenia mechanizmów zwiększających ilość odsłon w serwisie Twojego klienta (problem projektowy) i to tak, by użytkownicy czuli się usatysfakcjonowani wprowadzonymi rozwiązaniami (jedna z wytycznych).

 

Mockup.

Rysunek 1. Projekt koncepcyjny blisko 10-ciu rozwiązań odsłonowych może zmieścić się na kartce z notesu biurkowego. Wybór tych, które ostatecznie zostaną wdrożone, to ciężkie zadanie i musisz pamiętać, że każde z nich może rodzić różne konsekwencje.

22:55, marekkasperski
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20