|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Inne moje "rzeczy"
Inne "rzeczy"
Innych "rzeczy"
Książki
Możliwości i wzorce projektowe
Po godzinach
Rządzą... Gry
![]() ![]() ![]() MOJE KSIĄŻKI - AUTOR
REDAKTOR MERYTORYCZNY
|
piątek, 27 stycznia 2012
Grupa taka na Facebook.com. Zapraszam. *** A przy okazji tematu polecam lekturze artykuł "Are Design Patterns an Anti-pattern?".
środa, 25 stycznia 2012
Tytuł to parafraza tego, o czym napisał Andy Budd na swoim blogu, opisując dość istotny element naszej pracy - czyli wycenę. Artykuł Andy'ego jest na tyle zwarty, że nie widzę sensu 'pisania go na nowo' (polecam przeczytać), aczkolwiek moim zdaniem wymaga jednego, dość istotnego uzupełnienia.
1. Andy - w skrócie - napisał artykuł o kupowaniu kompetencji projektowych na rynku, gdzie odniósł się do kwestii wyceny prac jako kluczowego, bądź nawet jedynego, kryterium, którym kieruje się klient. Przy tej okazji ukuł całkiem zgrabne porównanie: "As humans we don’t carry around a constant notion of value in our heads. Especially not for something we’re inexperienced at purchasing. Instead we take input from our surroundings and make a decision from the range of options availible. So if you’re an inexperienced wine drinker, you walk into the shop, take a look at the different shelves and map your purchasing decisions on to the range of prices available, some perceived notion of quality (often the design of the bottle) and the occasion you’re purchasing for (do I want a cheap wine to take to a party, a mid priced wine a a gift for a friend or an expensive one for a special occasion)." 1.1. Kierowanie sie kryterium ceny podsumowuje: "Clients have the money, but they don’t have the expertise." 2. Ostatnio znajoma opowiadała mi - z perspektywy klienta - o rynku użyteczności (tak go umownie nazwijmy) w PL. Opowiadała o tym, jak potrzebowała wsparcia ludzi znających się na usability - wsparcia zarówno dorywczego, jak i pracowników na etat. Wydała ileś-tam-$ na ekspertyzy, które otrzymała i... w których nie znalazła żadnych rekomendacji, tylko spis opisujący subiektywne wrażenia z oglądu danego systemu. Ciekawe w kontekście wpisu Andy'ego jest to, że podsumowała tą opowieść stwierdzeniem: "Nie ukrywam, że kierowałam się przy wyborze ceną. Jednak chociaż wydałam znacznie mniej, niż by to miało miejsce gdybym zatrudniła sprawdzone osoby, w sumie nic za to nie otrzymałam." 3. Od czasu do czasu otrzymuję zapytania w związku z przeprowadzeniem szkolenia/warsztatu dla klienta, który to warsztat/szkolenie miałby na celu dostarczenie kompetencji w zakresie opiniowania przesłanych przez dostawców (czy to zewnętrznych, czy też wewnętrznych) projektów. Oznacza to jedno: klient zdaje sobie sprawę (duży plus!), że brak mu wewnętrznie wiedzy. 4. Pisałem też ostatnio o rekrutacji w UX. W pierwotnej - nieopublikowanej - wersji tego wpisu poruszyłem również kwestię roli i zakresu obowiązków, jakie zatrudnione na stanowisku projektanta osoby powinny mieć. W skrócie chodziło mi o to, że czasem spotykam się z sytuacjami, w których w firmach powstają takie osobne wyspecjalizowane działy (niekiedy złożone z pracowników z innych działów), gdzie w sumie nie wiadomo czego teraz od działu projektowego powinno się wymagać i czym powinni się zajmować poszczególne osoby w dziale. Może dla niektórych to brzmi dość abstrakcyjnie, ale zapewniam, że w cale nie jest to rzadką praktyką. 4.1. Czasem punkt 4 związany jest z punktem 3.
Podsumowanie Historie z punktów 1-4 łączą się ze sobą w dość istotny sposób. Na każdym szczeblu te historie związane są z brakiem wiedzy bądź przepływu wiedzy: czy to w przypadku wyboru dostawcy (historie nr 1-2), opiniowania jakości wykonanych prac (historia nr 3), w końcu kompetencji wewnętrznych firmy (historia nr 4). Jakiś czas temu - rok-dwa lata temu - myślałem o założeniu szkoły, której celem byłoby dostarczać m.in. takich kompetencji. Rozmawiałem nawet z kilkoma znajomymi na ten temat i okazało się, że jest zapotrzebowanie; znalazłem też kilku zawodowców, którzy wyrazili chęć wzięcia udziału w tej inicjatywie w roli prowadzących zajęcia (często to ludzie z ugruntowaną wiedzą oraz wielo-(kilkunasto)-letnim doświadczeniem. Wtedy nic z tego nie wyszło, z różnych powodów nie ciągnąłem tematu dalej. Teraz znów zaczynam się zastanawiać... Jeśli - Czytelniku - uważasz, że to byłoby coś, co by Ciebie zainteresowało, daj znać - w komentarzu, pisząc do mnie na e-mail. Może pora powrócić do tego pomysłu i przekuć go w realizację.
środa, 11 stycznia 2012
Rynek użyteczności, czy też UX, jest dość ciekawy w Polsce, bo wciąż jest bardzo duże zapotrzebowanie na osoby projektujące. Ja co rusz, spotykając się z moim znajomymi czy też klientami, jestem pytany o polecenie kogoś do pracy. Czasem też o rady jak wybrać odpowiednią osobę. Stąd ten wpis. Rekrutowałem. A rekrutacja u mnie wyglądała tak:
Tak to wyglądało od strony procesu rekrutacyjnego. Po takiej rundzie już wiedziałem czy chcę zatrudnić daną osobę, czy też nie. Na co zwracałem uwagę? Co było dla mnie ważne? Czy kandydat myśli w odpowiedni sposób. Czy potrafi rozwiązywać dany problem projektowy. Czy dostrzega różnice - nawet jeśli na poziomie szczegółów - w konkretnych rozwiązaniach (jak te wyszukiwarki: Amazon.com i Merlin.pl) i czy potrafi postawić sobie pytanie "dlaczego tak, a nie inaczej?" i próbować szukać na nie odpowiedzi. W przypadku ostatniego etapu najtrudniejszymi pytaniami okazywały się zawsze te wydawałoby się najprostsze: "dlaczego to zrobiłe(a)ś tak, a nie inaczej?", "dlaczego w tym miejscu jest to?", "co to będzie robiło w serwisie?" itp. Czyli pytania mające na celu uzyskanie odpowiedzi nt. użycia danego rozwiązania w chwili, gdy to będzie już żyło w wyniku wdrożenia. Stąd powtarzam jak mantrę, że projektowanie to przede wszystkim sztuka myślenia.
środa, 14 grudnia 2011
W chwili natchnienia zrobiłem, ale z dobrą wróżbą na przyszły rok.
Oryginał przerobionego zdjęcia - tutaj.
poniedziałek, 14 listopada 2011
„Przewidywanie jest trudne, zwłaszcza jeśli dotyczy przyszłości” - Niels Bohr To będzie krótka seria wpisów (chociaż zdaję sobie sprawę, że na poruszane tematy można by napisać książkę, i to pewnie nie jedną). Ta seria to takie drogowskazy, wskazujące kierunki, w których będą podążały w najbliższym czasie prace największych graczy na rynku (Apple, Amazon, Facebook, Google i Microsoft - ten ostatni dzięki kilku strategicznym zabiegom z ostatnich lat), a za nimi - reszta rynku. I to też tylko wybrane tematy, choć mam wrażenie, że pokazujące główny nurt. Zacznijmy jednak od początku. Po pierwsze... *** TV internetowa Do tej pory nikomu się nie udało! A historia jest dłuuuga:
A co poszło nie tak? Ten kilkudziesięcioletni obraz pokazuje, że do tej pory za bardzo skupiano się na technologii – sposobie dostarczania treści (hardware – przystawka, software – Web TV) – a zapomniano o najważniejszym – treściach! Ta sama nauczka czeka tych, którzy dzisiaj próbują sprzedawać e-czytniki, nie dostarczając na nie treści! Co nas czeka, gdy w końcu projekt TV-komputera odniesie sukces? Projektanci interfejsów i sposobów dostarczania treści na ekrany TV będą mieli ręce pełne roboty. Gdy na początku drogi projektowało się na desktop, od niedawna dla mobile (WAP > telefony komórkowe z kolorowym wyświetlaczem > smartphony > w końcu, tablety), teraz przyjdzie czas na projektowanie pod TV. Przy okazji może okazać się, że historia znów zatacza koło, i proste gierki, w które graliśmy najpierw na Commodore, a potem na telefonach, będą znów mogły święcić triumfy na ekranach TV. A na nasze ekrany będą dostarczane albo z poziomów sklepów przyklejonych do fizycznych produktów, jak Microsoft Xbox, bądź Playstation, albo z poziomu softwarowych rozwiązań, jak iTunes, i przyklejony do nich Apple TV. Wtedy iOS pokryje wszystko i stanie się uniwersalnym systemem (komputery, odtwarzacze muzyki, telefony, tablety, TV, …). I jak w przypadku TV internetowej mają się główni gracze?
poniedziałek, 17 października 2011
1. Myślę ostatnio o nowej kategorii serwisów, wyłaniających się w ramach rozwoju rynku mobilnego. Roboczo określam je usługoserwisami - ale nie dlatego, że prezentują bądź sprzedają usługi, ale dlatego, że są 'podpięte' pod usługi... mobile. Gdzie użytkownik używa Apki, a serwis tylko agreguje jego aktywności. 1.1. Serwisy te są interesujące przynajmniej z kilku powodów, do najważniejszych jednak w tym przypadku należą - prostota (oszczędność) architektury informacji oraz oszczędność treści, która jest dość oczywista ze względu na fakt, że są wynikiem agregowania prostych czynności, jakie wykonują użytkownicy (geolokalizacja i meldowanie się; dodawanie zdjęć, filmów, komentarzy). 1.2. Mamy tu do czynienia z dwoma rodzajami oszczędności: funkcjonalnej oraz contentowej. 1.3. Ta druga oszczędność jest tym bardziej interesująca, gdy weźmie się pod uwagę strategie projektowania stron WWW uwzględniające zalecenia SEO, w tym pakowania sporej ilości treści na poszczególnych stronach. W przypadku podstron serwisów usługowych, treści są te wybitnie oszczędne:
W rezultacie tego podstrona taka to:
Mało tego, nierzadko serwisy te w ramach swoich podstron nie mają indywidualnych TITLE. 2. Reasumując: mamy tu dwie zmiany - A) na poziomie architektonicznym oraz B) na poziomie SEO-nicznym [że się tak wyrażę].
Przykłady - strony szczegółowe usługoserwisów dołączonych do aplikacji mobilnych:
Czy coś z tego wynika? Jak widać po powyższym, dość sporo. I pytanie: co na to Google? Może jednak Google w ogóle się tym nie przezajmuje, gdyż jak się spojrzy na jego wyniki wyszukiwania, to widać, że z sezonu na sezon pojawia się coraz większa ilość odwołań do własnych produktów. Ale to już temat na inny wpis.
czwartek, 29 września 2011
Właściwie za moment będzie rządziła i sądzę, że większośc innowacji i interesujących biznesów w najbliższym czasie będzie kręciła się wokół tego. Kilka faktów. 1. Lokalność jest bardzo mocno widoczna w trendach wyszukiwania (w Google to ok. 20% zapytań związanych jest z lokalnością). Rozwija się też reklama lokalna dzięki geotargetowaniu. 2. Mobile First, to drugi trend. Mówił o nim m.in. Luke Wroblewski podczas sesji Seminarium: Użyteczna strona. Ilość sprzedawanych aparatów telefonii komórkowej, w tym smartphonów, robi wrażenie. Sprzyja też temu trend rozwijania platform aplikacji: w środowisku iOS, Android, Amazon czy Windows. Jedną z głównych zalet tych urządzeń jest... geolokalizacja. 3. W ostatnim czasie wśród serwisów społecznościowych rozwijają się najdynamiczniej te, oparte o geolokalizację, jak Foursquare czy Gowalla. Samo chekowanie na dłuższa metę pozbawione jest sensu, ale w uzupełnieniu o elementy reklamy i zakupów zacznie mieć sens dotąd nam nie znany. Gdy to uzupełni się jeszcze danymi z naszych profili, analizowanych w locie dzięki facebook Connect, to mamy nową bombę. 4. Do tego dochądzą trendy z pogranicza e-commerce, jak wszelkie Groupony, serwisy zniżkowe i kuponowe. W kanale mobilnym ich sensem istnienia będą usługi... zniżkowe i kuponowe, uzupełniające mobilną reklamę (nota bene także będącą w rękach Google, przez zakup z tego roku firmy Zagat, za ok. 4mld $). Dzięki usługom tego rodzaju, online będzie mógł wzmocnić sprzedaż w kanale offline (a nie, jak do tej pory, rywalizować z tym kanałem). 5. Po pierwszych przejęciach, wzrostach i dynamicznych rozwojach, widać, że rynek ten w pierwszej fazie będzie się rowijał w oparciu o sprzedaż i promocje usług, a nie produktów, jak ma to miejsce w klasycznej sieci i klasycznym e-commerce. Zapewne trend ten będzie miał tez inną nazwę, np. geo-commerce. 5.1. Druga faza zapewne będzie już uzupełniona o ofertę produktową (tego rodzaju pierwsze serwisy, łączące produkty i geolokalizację już na zachodzie powstają). 6. Jak to będzie działało w praktyce? łatwo sobie wyobrazić:
Zjem i pójdę spać (chociaż wiem, że to nie zdrowo ;). |